Życie w bajce czyli ile czasu poświęciłeś w ostatnim tygodniu na realizację swoich pomysłów?

(źródło: http://www.flickr.com/photos/omniphotography/5184845134)
(źródło: http://www.flickr.com/photos/omniphotography/5184845134)

Od jakiegoś czasu czytam bardzo dużo blogów zagranicznych i polskich dotyczących zarabiania w internecie i osiągnięcia niezależności finansowej (pasywnego dochodu). Im więcej zagłębiam się w te wszystkie opisy dochodzę powoli do wniosku, że najlepsze pieniądze zarabia się tak naprawdę na pokazywaniu jak zarabiać.

Nie sądziłem, że na zachodzie jest to tak dalece rozwinięta branża – tego typu blogów są dosłownie setki, jeśli nie tysiące. Różnego rodzaju „guru” nawyrastało jak grzybów po deszczu. Dlaczego o tym piszę?

Do tej pory nie interesowałem się tym w zasadzie w ogóle. Już wcześniej myślałem o trochę większej niezależności niż teraz posiadam (uwiązanie  do etatu), ale skupiałem się wyłącznie na tym co sam robię, w ogóle nie oglądając się na innych.

Ostatnimi czasy postanowiłem jednak zwiększyć źródła zarobku internetowego i zapragnąłem nauki nowych sposobów zarabiania w sieci, o których wcześniej jedynie słyszałem.

Za 100$ powiem Ci jak zarobić bez wysiłku 100000$.

Im więcej zagłębiam się w te tematy tym większe jest moje zdziwienie odnośnie tego czego szukają czytelnicy stron poświęconym temu zagadnieniu. W moim odczuciu 99% zaglądających na takie strony jest tak zaślepiona wizją „pasywnego dochodu”, że nie bierze nawet pod uwagę faktu, żeby nowemu zajęciu poświęcić więcej niż tylko bezmyślne skopiowanie pomysłu autora.

Po przeczytaniu „4 godzinnego tygodnia pracy” liczą na powtórzenie wyczynu Timma Ferrisa i nawet nie przyjdzie im do głowy, żeby nowemu zajęciu poświęcić należyty wysiłek i czas.

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że większość pomysłów jakie można kupić w sieci tak naprawdę może przynieść spore zyski i stać się podstawą prawdziwego e-biznesu.

Mało kto jednak faktycznie korzysta ze wskazówek twórców tych pomysłów. Większość osób zniechęcona „tygodniami” oczekiwania na góry pieniędzy porzuca swoje plany i dalej szuka swojego Gralla…

Tak się pracuje w internecie

W Polsce jedyną osobą, która pokazuje faktyczne zarobki z internetu (no dobrze – jedyną którą znam – i biorę tu pod uwagę osoby, które osiągają zarobki pozwalające ewentualnie żyć wyłącznie z pracy w sieci) jest „Krzysztof Lis, który utrzymuje się z szeroko pojętego blogowania. Ostatnio po kilku latach ciężkiej pracy osiągnął wynik przekraczający 3 tys przychodu miesięcznie (dla osób rozmarzonych proponuję dokładnie przeanalizować znaczenie słowa „przychód”).

Krzysiek pracował na takie zarobki kilka lat i jak dobrze się przyjrzeć jego najbardziej znanej stronie nie są to bynajmniej zarobki typowo pasywne tylko raczej ciężka codzienna praca. Ostatnio doszło nawet do tego, że autor umieścił wpis dotyczący sposobu na zarządzanie swoją bazą blogów, gdzie opisuje jak dokładnie planuje nowe wpisy.

Jeśli marzysz o szybkim i łatwym zarobku zejdź na ziemię. Uwierz mi, że prościej zarobić będzie kilka $$$ rozdając ulotki niż pisząc kilka tekstów na Hubpages czy tworząc nikomu niepotrzebne strony.

Nie twierdzę, że nie da się zarobić większych pieniędzy w internecie – oczywiście, że jest to możliwe. Tylko, że na wszystko trzeba zapracować.

(źródło: http://www.flickr.com/photos/cchrissy55/2800757464)
(źródło: http://www.flickr.com/photos/cchrissy55/2800757464)

Wczoraj słuchałem podcasta z Maren Kate (blog escapingthe9to5.com). Mówiła, że wiele osób zarzuca jej, że jej praca jest niejako zaprzeczeniem tego o czym sama pisze. Po prostu pracuje jak na etacie, a pisze o ucieczce od sztampowego życia od 9 do 5. Odparła, że faktycznie ciężko pracuje, ale traktuje to jako pasję i po prostu to kocha. Bez ciężkiej pracy nie osiągnęła by tego wszystkiego co posiada. Praca w sieci daje jej poczucie wolności, o której sama piszę na tym blogu. Sama jest swoim szefem, sama decyduje, o której siada do pracy i o której kończy. Zarówno ona jak i osoba z którą dyskutowała zgodnie jednak przyznali, że w internecie trzeba pracować „normalnie” żeby cokolwiek osiągnąć. Stare powiedzenie „bez pracy nie ma kołaczy” sprawdza się również w przypadku e-biznesu.

Zastanów się sam – ile czasu poświęciłeś na swój internetowy biznes w ostatnim tygodniu?

E-biznes – najlepsza droga dla mnie. Czy dla Ciebie również?

Ja już jakiś czas temu zdecydowałem, że swojej niezależności będę szukał w e-biznesie. Dla mnie jest to najlepsza droga do osiągnięcia celów jakie sobie obrałem. Nie zmienia to jednak faktu, że zarobek w internecie to praca jak każda inna. O tyle piękniejsza, że dająca dozę niezależności o której wszyscy marzymy. Mi ona odpowiada, czy Tobie będzie – przekonaj się sam.

Jeśli do tej pory żyłeś  marzeniami po przeczytaniu 4 godzinnego tygodnia pracy czy innej publikacji mającej pokazać, że życie to „je bajka” proponuję zejść na ziemię i wziąć się do pracy. Zapewniam, że się opłaca…

Tags: ,

14 comments

  1. „Bez ciężkiej pracy nie osiągnęła by tego wszystkiego co posiada” – a im dłużej ktoś w tym siedzi, tym bardziej prawdziwe stają się te słowa.

    Muszę przyznać, że osobiście nie czytałem jeszcze książki Tima Ferrisa ale już na mnie czeka;)

    Na zarabianie-na-blogu.pl trafiłem prawie dwa lata temu jednak dopiero niedawno ten temat zaczął mnie bardziej interesować (a swoją drogą to Krzysztof Lis chyba też po części „zarabia na pokazywaniu jak się zarabia” 😉

    1. Robert – odnośnie książki Tima Ferrisa to ja ją jak najbardziej polecam, tylko trzeba umieć spojrzeć trzeźwo na rady dawane przez tego człowieka. Nie można wszystkiego brać za pewnik i starać się nagle przewrócić swojego życia do góry nogami. Przeczytać naprawdę warto – jest tam wiele ciekawych pomysłów, ale tak jak napisałem – ostrożnie z wprowadzaniem ich w swoje życie…:)

      Ja nie twierdzę, że jest coś złego w zarabianiu na pokazywaniu jak się zarabia (pośrednio sam to robisz – planujesz robić – tak mniemam:)). Chodzi mi bardziej o osoby, które nie potrafią, nie chcą skorzystać z rad dawanych przez takie osoby. Ludzie chcą za szybko… Niektórym się udaje, ale większość na pierwsze prawdziwe zyski czeka naprawdę długo.

      Dlatego takich guru jest tysiące. Po prostu ludzie kupią 20 pomysłów od każdego, żadnego nie zrealizują i biznesy się kręcą…:)Najciekawsze jest to, że osoby pokroju Patta Flynna naprawdę zarabiają kokosy z internetu i faktycznie opisują sprawdzone pomysły, ale mało kto z tych rad korzysta.

  2. Mnie to się kojarzy z popularnymi w latach ’90 spotkaniami promującymi piramidy finansowe. Przyjeżdżali do miasteczka panowie w garniturach i mówili „jak zrobić wielki biznes”. Przy czym gadając przez 2 godziny nie powiedzieli tak na prawdę jak ten biznes zrobić.
    Tutaj to samo – paru cwaniaków obiecuje gruszki na wierzbie, a ludzie w to wierzą i co gorsza chcą za to płacić. To takie mrzonki – ludzie lubią żyć złudzeniami. To przypomina Ferdka Kiepskiego siedzącego przed telewizorem i myślącego cały dzień o robocie.
    Poza tym jeżeli „dochód pasywny” był taki łatwy, to 90% ludzkości nic by nie robiła. Kto wtedy nas by leczył, kto pilnował porządku, skąd byśmy mieli prąd?! Niestety (albo stety) pracować trzeba i to ciężko. Forma pracy to już spryt i inteligencja. Inna sprawa, że pracować trzeba mądrze.
    Kyiosaki może ze mnie nie będzie, ale ciągle działam!!

  3. Niestety teraz wszyscy, wszystko chcą szybko i łatwo. Biznes internetowy sprawia wrażenie łatwego kąska. Wystarczy komputer podłączony do internetu, wolna piwnica jako magazyn i sprzedajemy. Niestety tak jak w przypadku każdego innego biznesu potrzebny jest dobry pomysł, spryt i trochę ciężkiej pracy.

  4. Za każdym razem mnie rozwala jak ktoś po przeczytaniu 4-Hour Workweek uważa, że Tim pisze w nim, że do osiągnięcia sukcesu wystarczą 4 godziny tygodniowo.

    4-godzinny tydzień pracy to EFEKT KOŃCOWY, po przejściu całego procesu i osiągnięciu sukcesu. Tim nigdzie nie pisze, że zbudujesz biznes w 4 godziny tygodniowo, ale że po automatyzacji i outsourcingu będziesz mógł to robić (choć i to jest tylko takim zabiegiem marketingowym, bo równie dobrze możesz chcieć pracować 10 godzin tygodniowo albo dwie).

    Co do Pata Flynna to lubię go, ale tu akurat nie jest dobrym przykładem, bo większość tych „kokosów” zarabia akurat ze swojego bloga o zarabianiu, a nie z innych projektów. Przykład ze stycznia: $22 825,55 z jego bloga (poprzez sprzedaż produktów, affiliate marketing), $12 781,56 z innych projektów. Czyli innymi słowy: 74% z bloga, 36% z projektów niezwiązanych z pisaniem o zarabianiu online.

    Dlaczego aż tyle? Bo ta nisza jest bardzo popularna. A dlaczego? Bo ludzie są najbardziej chętni zainwestować w coś, co da im szansę zarobić więcej. I ja nie widzę w tym żadnego problemu – gdyby ci blogerzy, guru itd. nie oferowali komuś wartości, to nic by nie zarabiali. Samo to że są guru znaczy, że znają się na tym o czym mówią.

    Co do ogólnej idei tekstu – już pisałem wcześniej u siebie na blogu o ciężkiej pracy, więc nie będę tu się powtarzał. Ludzie wypatrują w ciężkiej pracy rozwiązania problemów („haruj 20 godzin dziennie, sukces już za rogiem!” [a po paru tygodniach cały organizm przestaje normalnie funkcjonować]), kiedy inni pracują efektywnie (szukając najłatwiejszej metody i skrótów tam, gdzie się da) zamiast ciężko (bo ciężko nie równa się efektywnie, a zwykle jest na odwrót, bo dochodzi stałe zmęczenie, a przez to osłabiona koncentracja i kreatywność) i osiągają sukcesy znacznie szybciej.

    Efektywna praca nie znaczy, że pracując godzinkę dziennie osiągniesz sukces w miesiąc czy dwa, ale że aktywnie szukając najskuteczniejszych i najprostszych sposobów i korzystając z mniej konwencjonalnych rozwiązań (outsourcing, automatyzacja, prawo Parkinsona, 80/20) zrobisz coś znacznie szybciej niż ślepo obciążając się jeszcze większą ilością pracy.

    „Gdyby ciężka praca prowadziła do bogactwa, to najbogatsi byliby niewolnicy”.

    1. Tim nigdzie nie pisze, że zbudujesz biznes w 4 godziny tygodniowo, ale że po automatyzacji i outsourcingu będziesz mógł to robić

      Tylko ja mam wrażenie, że ludzie tego nie zauważają i już na samym początku wcielają jego rady w życie.

      większość tych “kokosów” zarabia akurat ze swojego bloga o zarabianiu, a nie z innych projektów

      Dla mnie nie ma akurat znaczenia jak on zarabia. Liczą się wyniki.

      Efektywna praca nie znaczy, że pracując godzinkę dziennie osiągniesz sukces w miesiąc czy dwa, ale że aktywnie szukając najskuteczniejszych i najprostszych sposobów i korzystając z mniej konwencjonalnych rozwiązań (outsourcing, automatyzacja, prawo Parkinsona, 80/20) zrobisz coś znacznie szybciej niż ślepo obciążając się jeszcze większą ilością pracy.

      Marcin – masz rację, tylko, że outsorcing, automatyzację itp. możesz wprowadzić od pewnego momentu. Jak nie masz kapitału to nie zlecisz nikomu pracy za Ciebie bo po prostu nie będzie Cię na to stać. I w efekcie dalej będziesz robił wszystko sam. Z czasem oczywiście można próbować „ułatwiania” sobie pracy, ale na początku trzeba jednak włożyć sporo wysiłku tak jak w każdym innym zawodzie.

      Tekst nie miał za zadanie pokazać, że harówka na oślep przyniesie nam kokosy. Chciałem zwrócić uwagę na złe podejście osób, które starają się zarobić swój mityczny „pierwszy milion”.

  5. Ja też przebrnąłem przez setki stron i materiałów o finansowej niezależności. Wnioski jakie wyciągnąłem to to, że nic nie przychodzi samo. Jeśli by był uniwersalny sposób na zarabianie pieniędzy to już wszyscy by to robili. Niestety, aby coś osiągnąć należy włożyć w to dużo pracy lub pasji.

    Poza tym, samo tworzenie stron i uczenie się o e-biznesie jest niewystarczające. Aby zarobić musicie sprzedawać. Dlatego moim zdaniem skupienie się na nauce marketingu internetowego jest najważniejszym krokiem ku finansowej niezależności.

  6. Jak tak was czytam, to mam wrażenie, że zaraz zobaczę tutaj gotową receptę „jak zrobić wielki internetowy biznes”. Chętnie zobaczył bym gotowe pomysły na talerzu i z nich skorzystał. Niestety to tylko marzenia, a te nic nie kosztują 😉
    Tak na poważnie – jak tak się zastanowić, to ci spece od zarabiania w Internecie to faktycznie są cwaniaki, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Oni mają dobre i oryginalne pomysły, które wcielają w życie. Co do „sztuki” robienia biznesu, to polecam mało znaną, ale rewelacyjną książkę „Biznes to nie bajka” J Trout-a. Autor w bezpardonowy sposób obala mnóstwo mitów co do biznesu. Można się uśmiać i popłakać jednocześnie. Są opisane przypadki porażek m.in. Apple. Jedno z haseł książki brzmi – „Jeżeli niczym się nie wyróżniasz, lepiej żebyś miał niskie ceny”. Śmiałem się z tego z pół godziny.

  7. Witam. Kolejny interesujący filmik, z którego wiele się dowiedziałem. Zauważyłem jeszcze jedną rzecz odnośnie Newslettera na ocenionej stronce. W okienku od Newslettera nie ma ani słowa o Polityce prywatności, i że klikają „Zapisz mnie” z taką Polityką się zgadzamy. Sama Polityka prywatności istniej, ale nie ma tam zbyt wiele nt. ochrony i nieudostępnianiu adresów mailowych zostawianych przez użytkowników. Spotykam się z takimi informacjami na zdecydowanej większości witryn, które zachęcają do zapisania się na Newsletter. Tutaj mi tego brakuje. Pozdrawiam

  8. @Łukasz: ‚Zarobek w internecie to praca jak każda inna.O tyle piękniejsza, że dająca dozę niezależności o której wszyscy marzymy.’ Czasem tylko złudzenie niezależności. Co z tego, że pracuję 10h na dobę z dowolnego miejsca na ziemi, lubię spać, przeznaczam na to 7h tygodniowo, czasem mniej, zostaje mi ~7h, w tym muszę coś zjeść, posprzątać, spędzić trochę czasu na ‚życie’. Trochę czasu na życie? moim zdaniem niezależność to właśnie życie, życie własnym życiem, jego pełnią!
    Tematy niezależności, rentierstwa, e-businessu i podobne drążę od momentu rozpoczęcia pełnowymiarowej pracy. Śmiało mogę stwierdzić, że panuje swego rodzaju zachłyśnięcie zarabianiem w internecie. Ludzie zapominają, że najważniejsze jest być wybitnym w tym co się robi i robić to co się lubi, Nie koniecznie musi to być e-business. Efektywna praca z pasją pozwoli na ograniczenie tygodnia pracy nawet do Ferrisowskich 4h. Można swoje dokonania opisać i mieć na piwko z AdSense, ale to nie jest jedyne źródło dochodu na świecie 🙂

    @Marcin: ‚Gdyby ciężka praca prowadziła do bogactwa, to najbogatsi byliby niewolnicy.’ Podobno pracując w korporacji pracujemy porównywalnie ciężko, a nawet ciężej. Najbogatsi też nie jesteśmy.

    1. Ja przedstawiam wszystko ze swojego punktu widzenia. Dla mnie e-biznes jest tym sposobem na życie, który mi odpowiada. Mogę pracować 5 godzin dziennie, mogę 10, podoba mi się to i jeśli widzę rezultaty uważam, że warto. Każdy musi znaleźć swoją drogę. Moją jest e-biznes i tyle:)Nie jest tak, że się czymś zachłysnąłem. Zarabianie w internecie traktuję bardzo poważnie i nie ma to nic wspólnego ze zbieraniem na piwko:)

  9. Należy przede wszystkim pamiętać, że zarabianie na uczeniu zarabiania ma znamiona piramidy finansowej. Co prawda w pełni legalnej, ale taką właśnie właściwość ma ten biznes. Nie ma to po prostu przyszłości. Ci gdzieś tam na górze zgarną trochę sporo kasy, ich następcy jeszcze trochę, a cała reszta klientów już się nie zmieści na nasyconym rynku i ostatecznie Ci goście na samej górze również stracą swe dochody.

    Oczywiście są to inteligentni ludzie i do tego czasu stworzą nowe „metody”, strony i sposoby na zarabianie i cykl będzie się powtarzał.

    Druga ważna rzecz – w internecie nieprawdopodobnie łatwo zbudować sobie wizerunek „guru”, także proponuję wyrobić sobie nawyk niesugerowania się kwotami o jakich piszą autorzy blogów.

    Odnośnie pracy – proponuję zdyscyplinowanie się pod kątem jednej zasady: Pod żadnym pozorem nie kupować żadnego ebooka, w celu zdobycia „niesamowitej wiedzy”, dopóki zostało jeszcze do zrobienia to co wiemy jak zrobić, a jeszcze tego nie zrobiliśmy z braku motywacji itp.

    Ponadto proponuję unikać wszelkich płatnych produktów o nazwach „jak zarobić xxx nie wychodząc z domu”. „jak zrobić by się nie narobić” itd na rzecz takich które brzmią konkretnie „tworzenie list mailingowych od a do z”, lub „100 wyników testów squeeze page” – krótko mówiąc konkretne rzeczy dla konkretnych ludzi, którzy wiedzą czego chcą.

  10. witam
    Łukasz – bardzo mądry wpis. Niestety taka jest prawda. Zarabiać na blogu normalne pieniądze jest w PL prawie niewykonalne, czego potwierdzeniem jest 3tyś./mies. które zarabia najlepszy polski bloger.

    Prawdą jest także, że blogerów „wujek – dobra rada” przybywa w zastraszającym tempie. Cóż, widać takie jest zapotrzebowanie na rynku.

    Wystarczy przeanalizować podpisy/linki osób, które się ty wypowiadają. 99% to doradcy-teoretycy którzy chcą aby kliknąć w ich imię i poczytać co tam na swoim blogu doradzają, a nuż ktoś przez przypadek kliknie w reklamę i da im zarobić 0,05 $.

    Łukasz, ty także jesteś przecież takim doradcą. Opiniujesz strony , dajesz rady, ganisz lub chwalisz czyjeś pomysły itp. Oczywiście masz takie prawo, wolno ci bo to twój blog.
    Ale cóż warte są twoje rady?
    To tak jakbym poszedł do zwykłego monopolu i spytał zatrudnioną tam sprzedawczynię , które wino jest dobre do kawioru, ale żeby nie było zbyt cierpkie ani zbyt „dębowe” (nie znam nomenklatury).
    Coś tam pewno ta panienka doradzi, ale co ona może wiedzieć o winach?

    1. Dziękuję za kolejny komentarz. Oczywiście masz prawo tak myśleć. Mimo wszystko uważam, że moje rady są coś warte. Jeśli sądził bym inaczej nie pisał bym w ogóle. Z bloga nie zarobiłem ani złotówki i nie utrzymuję się z blogowania – żeby była jasność. Nie jestem teoretykiem, ale czy w to wierzysz to już Twoja sprawa. W e-biznesie działam już od jakiegoś czasu i w pewnych dziedzinach moja wiedza jest ponadpodstawowa. Kwestii, o których nie mam pojęcia staram się na blogu nie poruszać (ewentualnie zaznaczam, że teoretyzuję).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*