Wielki biznes – teoria kontra praktyka

Biznesmen

(źródło:http://www.flickr.com/photos/xwebinarnl/5372285386)

Interesując się od jakiegoś czasu polską blogosferą z dziedziny szerokopojętego zarabiania w internecie i niezależności, zwróciłem uwagę na jedną charakterystyczną cechę wielu młodych ludzi pragnących żyć na swoich zasadach. Chodzi mi o dążenie za wszelką cenę do zbudowania wielkiego, “profesjonalnego” biznesu. Nie było by w moim odczuciu w tym nic złego gdyby nie widoczne zaślepienie historiami osób, które osiągnęły naprawdę sporo w dziedzinie finansów.Tradycyjny model kształcenia, który był nam wpajany przez dziesięciolecia propagował następujący model:

  • szkoła podstawowa
  • szkoła średnia
  • studia
  • dobra praca na etacie

Domyślam się, że w większości domów w Polsce tak właśnie uczono przyszłe pokolenia. Własna działalność z różnych względów nie była zazwyczaj brana pod uwagę. Zmieniło się to kilkanaście lat temu, ale i tak własne biznesy były zarezerwowane raczej dla wąskiej grupy osób.

Obecnie trend ulega pewnym zmianom, ale forma tej zmiany jaką zauważam czytając komentarze na blogach związanych z niezależnością, finansami trochę mnie niepokoi. Obawiam się, że większość osób negujących stary porządek prędzej czy później poniesie sromotną porażkę nie osiągając tak naprawdę nic. Nie chcę być złym prorokiem, ale tak to widzę zagłębiając się od jakiegoś czasu w polską blogosferę.

Własna droga

Młodzi ludzie zaślepieni wizją niezależności często patrzą na życie poprzez pryzmat książek, które przeczytali. Widzą swoje życie jako odbicie życia wielkich rekinów finansowych, którzy pracują mniej, zarabiając dużo, dużo więcej od przeciętnego człowieka. Nie ma takich ludzi? Oczywiście, że są. Wszystko co osiągnęli jest jednak zasługą ogromnej ilości szczęścia i ciężkiej pracy, które pozwoliły im znaleźć się w tym miejscu gdzie są obecnie.

Młodzi adepci e-biznesu (biznesu), pragnący żyć inaczej niż reszta społeczeństwa często chcą pominąć etap ciężkiej pracy, pragną spijać śmietankę wyników już na starcie. Tworzą blogi, które opisują ich wspaniałe wizje, uczą innych jak powinni żyć, czytają dziesiątki książek poświęconych niezależności finansowej. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że często nawet nie próbują przełożyć wyczytanej wiedzy na realne działania. Zapełniają się teorią, praktykę odkładając “na później”, mając nadzieję, że jakoś to się uda.

Wiem po sobie, że 20-letni człowiek nie ma pojęcia (może inaczej – ja nie miałem pojęcia) czego chce od życia. Często w takim wieku podejmujemy decyzje, które nie są do końca przemyślane, podyktowane są raczej szybszym biciem serca, niż wytężeniem rozumu. Często lekcja, którą przeżywamy na własne życzenie w perspektywie czasu jest la nas bardzo wartościowa. Czasami jednak błąd popełniony na starcie może przekreślić nasze marzenia o idealnym życiu na własnych zasadach.

Będąc na garnuszku mamusi po prostu nie da się obiektywnie spojrzeć na otaczający nas świat. Wkraczając w “dorosłe życie”, które w moim odczuciu pojawia się dopiero w momencie kiedy musimy się samodzielnie utrzymać, musimy przewartościować pewne sprawy i często podjąć decyzje sprzeczne z naszymi marzeniami, wizjami beztroskiego życia. Tak już niestety jest i trzeba się z tym pogodzić. Nie można całe życie zachowywać się jak małe dziecko i myśleć, że wszystko mi się należy…

Etat jako droga w kajdany

W środowisku blogerów, które obserwuję etat jest często synonimem więzienia, uwiązania, ograniczenia. Wielu młodych ludzi odrzuca taką formę zarobkowania nigdy jej nie doświadczając. Może inaczej – jeszcze jej nie doświadczywszy, bo nie wierzę, że część z tych osób nastawionych na “anty” do pracy etatowej, prędzej czy później nie zostanie do takiej formy zarobkowania zmuszona. Własna rodzina, odpowiedzialność, potrzeba utrzymania się samemu to czynniki, które skutecznie zmieniają nasze poglądy, spojrzenia na świat.

Najbardziej dziwią mnie osoby, które kategorycznie stawiają prowadzenia własnej firmy ponad pracę na etacie, nie doświadczywszy jednego ani drugiego. Jest bardzo wiele osób, które po prostu nie mają predyspozycji do prowadzenia własnej działalności. Dla wielu etat jest dużo prostszy, lepszy. Nie martwią się o pracowników, zusy, podatki, po przysłowiowej 16:00 zapominają o pracy i mogą poświęcić się rodzinie, hobby czy czemu tylko mają ochotę. Z drugiej strony własna działalność to ciągły stres, doglądanie interesu, niepewność. I w pracy jesteśmy 24h na dobę. Co kto woli, ale na pewno wybór nie jest taki prosty jak malują go przeciwnicy etatu, szczególnie tacy co na etacie nie pracowali.

Ścieżka na skróty

Nie chcę być w tym wpisie źle odebrany. Ja nie neguję życia na własnych zasadach, innych niż utarte standardy. Z całą stanowczością neguję jednak podejście, które zakłada osiągnięcie sukcesu bez ciężkiej i długotrwałej pracy. Oczywiście – można zyskać wiele pracując niewiele. Musi zostać spełniony jeden warunek, na który nie do końca mamy wpływ, a mianowicie szczęście. W totolotka również można wygrać. Tylko, że ja nie wierzę w szczęście tego kalibru i nie mam zamiaru poświęcać swojego życia na bujanie w obłokach.

Wszystko co robimy w życiu daje nam więcej niż mądre książki, które przeczytamy i o nich zapomnimy. Własne doświadczenie warte jest więcej niż rady wszelkich “guru”, na których młodzi ludzie się powołują. Niestety duża część osób jest w moim odczuciu zaślepiona wizją roztaczaną przez tych, którym się udało i zamiast skupiać się na własnych zaletach, umiejętnościach, szuka cudzej drogi. Niestety nawet kopiując krok po kroku to co zrobił ktoś inny mamy nikłe szanse, że uda nam się osiągnąć take same rezultaty.

Ścieżka

(źródło: http://www.flickr.com/photos/chrigu/4916316335)

Jeden z czytelników mojego bloga niedawno zapytał się mnie w mailu czy pomógłbym mu rozpocząć biznes, taki jaki sam prowadzę. Odpisałem mu, że oczywiście może liczyć na moją pomoc, ale powinien się zastanowić czy na pewno ta droga będzie dla niego odpowiednia. Podkreśliłem, że zaczynając teraz od zera sam nie wiem czy obecnie doszedłbym do tego miejsca gdzie obecnie się znajduję. Mogę napisać co robić, jak robić, ale to i tak nie zagwarantuje sukcesu. Po prostu zmiennych jest tyle, że nie da się powtórzyć raz przebytej drogi…

Na koniec wspomnę jeszcze o jednej kwestii, którą zaobserwowałem, a mianowicie o wygórowanych ambicjach. Oczywiście wiara we własne umiejętności nie jest niczym złym. Tylko, że na początku drogi do miliona warto byłoby zarobić pierwszy tysiąc… Czasami mam wrażenie, że osoby starające się stworzyć zalążki biznesu chcą od razu wkroczyć na pułapy, o jakich większość ludzi nawet nie śni. Nie zadowala ich praca na etacie za średnią krajową, chociaż 50% społeczeństwa za takie pieniądze utrzymuje całe rodziny. Nie chodzi mi o pogodzenie się z losem i życie na niskim poziomie, zadowalanie się tym co zgotowało życie. Chodzi mi o odrobinę pokory, wdrapywanie się po szczebelkach na sam szczyt, porzucenie myśli o przeskoczeniu pewnych etapów.

Jak ktoś chce stworzyć wielki portal internetowy zarabiający co miesiąc olbrzymie pieniądze, niech najpierw nauczy się stworzyć stronę zarabiającą złotówkę dziennie. Nie rozumiem idei tworzenia wielkich biznesów nie posiadając wiedzy, umiejętności do prowadzenia maleńkich projektów. To samo tyczy się sfery finansowej. Panuje błędny stereotyp internetu, jako medium gdzie można się dorobić bez inwestowania. Niestety już od dawna w sieci jak w “normalnym” życiu panuje taka sama zasada – “żeby wyjąć, trzeba włożyć”.

Wszystko co powyżej napisałem jest odniesieniem się do drogi jaką sam przeżyłem. Pracuję na etacie, prowadzę również własny biznes. Wiem jak wiele dała mi szkoła, którą wiele osób neguje, wiem jak dużo dała mi “normalna” praca. Prowadzenie sklepu internetowego pokazało mi zalety i wady własnej działalności, nauczyło mnie pokory, rozwagi. Wszystko co doświadczyłem, mogę uznać jako klucz do miejsca, w którym obecnie się znajduję. Nie osiągnął bym tego bez szkoły, pracy na etacie, szukania różnych dróg we własnej ścieżce życia. Z tym, że z tego co obserwuję moje poszukiwania różniły się od poszukiwań wielu osób, które starają się znaleźć własną drogę. Moja usłana była praktyką. Mało czytałem, wiele działałem. I po 9 latach od skończenia szkoły mogę się do siebie uśmiechnąć i powiedzieć, że coś osiągnąłem… Nie jestem milionerem, nie prowadzę wielkiego biznesu w dosłownym znaczeniu, nie zatrudniam pracowników, pracuję na etacie, prowadzę normalne życie jakże inne od życia “książkowych guru”. Czy to źle?

 

37 komentarzy(e) dla “Wielki biznes – teoria kontra praktyka”

  1. pjotr says:

    Hej!
    Z chęcią przeczytałem Twój wpis. Mam 19 lat i w pełni się z Tobą zgadzam. Nie ma cudów, samo się nic nie zrobi, tylko ciężką pracą (byle inteligentną) można osiągnąć nadprzeciętne zyski, czy też samą niezależność.

    Czytanie ksiażek jest dobre, kształci. Sam mam ich na koncie bardzo dużo. I z wszystkich moge wyłuskać zapisaną innymi słowami, jedną cudowną ideę, w której generalnie chodzi o to, by to co sie robi, robić z pasją, poprzeć cieżką pracą. 200% zaangażowanie, pozytywne nastawienie umysłu i niesamowia automotywacja.

    Z własnego doświadczenie wiem, że łatwo się mówi, dużo trudniej coś w końcu zrobić. +lenistwo, jako największy wróg.

    pozdrawiam!

  2. Michał Maj says:

    Ja w swoim życiu pracowałem już kilkakrotnie na etacie jak i firmę swoją prowadziłem. I jedno i drugie to dobra szkoła życia ponieważ były to lekcje praktyczne.

    W sieci jest trend do kupowania szkoleń i czytania różnych stron rozwojowych. Ludzi czytają, czytają a nic z tym nie robią. Wydaje im się, że czytając robiąc coś produktywnego, zamiast wdrażać to do swojego życia

    Ja się kiedyś na tym złapałem, odstawiłem wszystkie książki o biznesie i poszedłem zarejestrować firmę. Ważne żeby zrobić choć jeden mały krok. Trzeba myśleć szeroko, ale skupiać się na pierwszym kroku.

    Ja to zawsze porównuje do oglądania filmów pornograficznych. Osoba, która ogląda myśli, że już wszystko wie na ten temat, nigdy tak na prawdę nie próbując seksu 😀

    • Łukasz says:

      W sieci jest trend do kupowania szkoleń i czytania różnych stron rozwojowych. Ludzi czytają, czytają a nic z tym nie robią

      Może to zabrzmi dziwnie, ale ja im więcej czytam tym mniej wiem… Nadmiar niepotrzebnej wiedzy mi po prostu szkodzi…:) Najwięcej wyniosłem z okresów, które przepełnione były praktyką. Jak zaczynałem “dłubanie” przy stronach przeczytałem jedną jedyną książkę. Później na bieżąco szukałem tylko rozwiązań dla konkretnych problemów, które pojawiały się na mojej drodze. Tak nauczyłem się tworzyć strony, promować je. Wiedzę czerpałem tylko z PiO i od jednej osoby, której zawdzięczam bardzo wiele. PiO po pewnym czasie porzuciłem prawie w ogóle, bo wolałem szukać własnej drogi, a tam ile osób tyle opinii. Każdy problem rozwiązywałem na bieżąco, nie przepełniałem się wiedzą, której w danej chwili nie potrzebowałem. Jeśli czegoś nie wiedziałem przy budowie strony po prostu szukałem tego w google. I po 10 razach rozwiązania tego samego problemu wreszcie zapamiętywałem co i jak. Jakbym zamiast działać w kółko czytał i szukał Świętego Gralla zapewne nie prowadził bym tego bloga tylko użalał się nad sobą, że w życiu jest ciężko. Teraz nie muszę się użalać…

  3. Magdalaena says:

    Bardzo fajny wpis. Ja od dawna twierdzę, że najważniejsze jest to, co człowiek robi, a forma prawna ma drugorzędne znaczenie.
    Tak samo studia były dla mnie raczej koniecznym elementem rozwoju intelektualnego i przygotowaniem do wykonania fajnej kreatywnej pracy.

    Plus dla mnie osobiście ryzyko i niepewność związane z prowadzeniem działalności gospodarczej byłyby nie do zniesienia.

  4. Jerzy says:

    Witaj Łukasz,

    To co napisałeś wygląda dla mnie jak bym ja to napisał. Szczególnie w odniesieniu do bloga pewnego “młodego rentiera”, który neguje wszystkich i wszystko, a wywyższa ciągle to nowych swoich guru. Bez pracy nie ma kołaczy. Co jeszcze mógłbym dodać to to, że czasem pewne wątki w szkoleniach i książkach cwaniaków od zarabiania mogą pokazać nam pewne kierunki. Przykład – sprytny wybór tematyki stron, słów kluczowych itp. Sam na to nie wpadłem zanim nie przeczytałem gdzieś o tym. Chociaż w sumie to i Google o tym pisze jak dobrze poszukać 😉

    • Łukasz says:

      Przydatna wiedza i wskazówki są wszędzie, tylko co z tego jeśli nie potrafimy z nich korzystać. To co ja opisuję na blogu było dobre dla mnie, nie musi się sprawdzić w przypadku nikogo innego. Tak samo jest z Ferrisami, Kulczykami, Gatesami i innymi “wielkimi” tego świata. Ja nie neguję w żadnym wypadku czerpania wiedzy od takich osób. Neguję jednak ślepe podążanie za radami innych. Własne błędy i zwycięstwa dają nam dużo więcej niż historie obcych osób, najczęściej w innych czasach, innych realiach. Masz rację – w Google jest wszystko, ale… patrz wyżej:)

  5. Gosia says:

    Ciesze się, że umieściłeś ten post w tym czasie. Mam nadzieję,że ludzie wezmą sobie do serca to co napisałeś i przestaną sie napinać by zdobyć złotego Gralla. Z robieniem wielkich biznesów szybko jest tak, że jak się za szybko urośnie to kręgosłup może nie wytrzymać, pęknąć i nas zabić. Więc może lepiej, że te wszelkie magiczne sposoby na milion nie działają.
    I na koniec cytat z mojej byłej Irlandzkiej szefowej, która tak oto mniej wiecej powiedziała do swojej córki, która po skończeniu uniwersytetu myślała, że zostanie dopszczona do zarządzania firmą i zrobiła matce awanture przy pracownikach.
    “Popracju na zmywaku, poznaj firmę od środka a za rok wrócimy do tej rozmowy i jak będziesz gotowa powierzę Ci odpowiedzialniejsze funkcje”.
    Wiem, że owa dziewczyna zrobiła się pokorniejsza i obecnie jest asystentem menagera zmiany i pilnie uczy się w praktyce biznesu by za kilka lat zostać właścicielem firmy po rodzicach.

  6. Masz absolutną rację. Pamiętam jak ja miałem 19 lat (wtedy kiedy poszedłem “na swoje”) i jaki przeżyłem szok. Do dziś pamiętam swoją pierwszą dniówkę w gastronomi (12 godzin biegania po restauracji jako kelner) kiedy to nagle zacząłem odczuwać głęboką wdzieczność za to, co rodzice dla mnie zrobili w czasach gdy byłem dzieckiem i miałem wszystko za darmo).

    Ale wracająć do tematu, chciałbym rozwinąć Twoją myśl : “Panuje błędny stereotyp internetu, jako medium gdzie można się dorobić bez inwestowania. Niestety już od dawna w sieci jak w „normalnym” życiu panuje taka sama zasada – „żeby wyjąć, trzeba włożyć”.”

    Aby coś wyjać z e-biznesu trzeba zdecydowanie coś włożyć, warto jednak podkreślić, że to nie muszą być koniecznie pieniądze. Da się zarobić w internecie (jestem tego przykładem) nie wydając ani grosza. Należy jednak zaznaczyć, że wtedy należy włożyć czas – który, choć ma swoją wartość, walutą jako taką nie jest. Pozdrawiam 😉

    • Łukasz says:

      Łukasz – oczywiście nie muszą to być pieniądze. Bardziej tym stwierdzeniem chciałem pokazać, że internet to nie jest maszynka do robienia łatwych interesów. Sam na początku nie inwestowałem w zasadzie w ogóle. W kontekście przyszłych zysków były to wydatki naprawdę marginalne. Jak czytam jednak co i rusz o darmowych domenach, darmowych serwerach, oszczędzaniu dosłownie na wszystkim to często mi po prostu opadają ręce. Część osób chciała by po prostu przeskoczyć pewien etap i od razu wskoczyć kilka szczebelków wyżej. I to całkowicie bez wkładu własnego. Nawet w kwestii pracy i poświęcenia własnego czasu często osoby szukają drogi na skróty. Idea dochodu pasywnego i wielkie pieniądze czasami mam wrażenie zaślepiają niektóre osoby. W moim odczuciu nie tędy droga, ale każdy ma swój sposób na życie.

      I jeszcze jedna sprawa Łukasz. Czym innego jest zarabianie w internecie, a czym innego stworzenie czegoś na wzór biznesu. Oczywiście, że w internecie da się zarobić chociażby pisząc artykuły na strony typu zaradni. Wkład pieniężny = 0 zł. Tylko, że tak samo można iść do pizzerii i zgłosić się do roznoszenia ulotek. I tu i tu wkład własny jest równy zeru. Tylko trzeba sobie zadać pytanie co dalej… Ja uważam, że czas jest na tyle cenny, że trzeba po pożytkować na coś co może w jakiś sposób zaprocentować w przyszłości. Ja tworząc coś w internecie nie spodziewam się złotych gór, ale zawsze biorę je pod uwagę. Po prostu obieram taki kierunek, który może mnie pozytywnie zaskoczyć. Nauczyłem się tego jednak z doświadczenia, nie z książek, blogów, forów itp…

  7. Damian says:

    Ciekawy tekst, aluzje do innych blogów (bloggerów). Zgadzam się całkowicie z Tobą. Czytanie książek oraz wspaniałe poczucie jakie mamy po ich przeczytaniu nie stanowi jeszcze o sukcesie. Nawet Ci, którzy dzisiaj zarabiają miliony musieli w pewnym okresie zasuwać od rana do nocy.

    Dlatego jak to mówi jeden siłacz: ” Nie ma opierda*anja sie” 😉

    • Łukasz says:

      Nie chodziło mi o aluzje do konkretnych osób czy innych blogów. Chodzi mi o pewne stereotypy, które w moim odczuciu nie są dobre. Załóżmy, że mam jakieś doświadczenie w pewnych kwestiach i na tym opieram swoje poglądy. Nie lubię teoretyzowania i po prostu drażni mnie kiedy osoby, które dajmy na to skończyły dopiero szkołę średnią krytykują pewne sposoby na życie, nigdy ich nie doświadczając. Wiem jednak, że każdy prędzej czy później zrozumie, że życie nie jest takie proste jakie wydaje się być w latach szkolnych. Wtedy naprawdę wszystko było prostsze…

  8. Kacper says:

    Bardzo dobry wpis! Raczej należę do tej grupy pasywnych czytelników (czytam i wychodzę) ale postanowiłem napisać komentarz bo w pełni się z Tobą zgadzam. Nazbierało się w moim czytniku trochę blogów i też zauważam to co ty. Najbardziej denerwuje mnie to negowanie wszystkiego, szkoła jest zła, etat jest zły, studia to strata czasu, telewizja kłamie.

    Sam ciągle żyje marzeniami, planami, czytam książki, śledzę blogi internetowych ‘guru’ a nic w tym kierunku nie robię. Najwyższy czas zacząć coś działać samemu 🙂

    Pozdrawiam!

    • Łukasz says:

      telewizja kłamie

      Odniosę się do tej telewizji, bo ostatnio staje się ona wręcz niemodna…:) Lubię oglądać telewizję, lubię głupie programy, śmieję się z reklam (jednocześnie zdając sobie sprawę, że na 90% społeczeństwa i zapewne na mnie też mają wpływ). Powiem więcej. Oglądam często seriale, które każdy “szanujący” się człowiek omija szerokim łukiem. Czemu? Bo lubię – tak po prostu.

      Najwyższy czas zacząć coś działać samemu

      Nie wiem ile masz lat, ale prędzej czy później każdy musi działać samemu. Ty również będziesz – teraz, za rok, pięć. Życzę powodzenia w każdym razie:)

  9. Mateusz says:

    Łukasz – zabrałeś mi pomysł na posta. Nie wybaczę 😉 Konkretnie chciałem coś napisać w obronie etatu, bo jakoś strasznie stygmatyzowany jest i to, co ciekawe, przez osoby, które nigdy tak nie pracowały.

    Z perspektywy bycia wolnym strzelcem, zarabiania w internecie i pracy na etacie, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że najwięcej nauczyłem się właśnie na etacie. Nie da się tego ocenić. To, że chcę inaczej zarabiać to nie znaczy, że nie mam mieć takiego doświadczenia. To samo dotyczy studiów.

    Jakoś wszystko co utarte w społeczeństwie stało się niemodne. Ale myślę, że to tylko taki etap.

    Ostatnio poleciało z mojego czytnika RSS połowę blogów – nie bez przyczyny.

    Pozdrawiam

    • Łukasz says:

      Łukasz – zabrałeś mi pomysł na posta. Nie wybaczę

      Przepraszam…;-)

      Ostatnio poleciało z mojego czytnika RSS połowę blogów

      Też do tego się przymierzam…

  10. strOOna says:

    – Bo ja w życiu przeczytałem 1500 książek jak postępować z ludźmi i jestem skazany na sukces…
    Ja w życiu przeczytałem dwie książki. Jedną z nich była “Ojciec
    – chrzestny”, gdybyś ją przeczytał to byś wiedział, że: pieniądze to nie wszystko, że nie zdradza się przyjaciół i nie dmucha ich żon, a ty napchałeś se głowę pierdołami o żabkach i na siłę próbujesz tym zainteresować innych – nie? Krzysiu? (Krzyś Jarzyna ze szczecina szef wszystkich szefów)
    cyt z Poranka Kojota, tak kończą teoretyczni guru w zoo:)

  11. Łukaszu, popełniłeś kolejny mądry wpis, gratuluję 🙂 Każdy powinien znaleźć własną drogę i sposób na życie.

  12. ELANO says:

    Witam

    Przeczytałem wpis i jednak pokuszę się o komentarz.
    Mimo wszystko określanie siebie jako “e-biznesmena” w moim przekonaniu jest u Ciebie trochę błędną teorią. Nie wiem dokładnie jakie serwisy prowadzisz, ale czytając kilka postów z twojego bloga mogę założyć że jesteś osobą, która zrobiła X stron, umieściła na tych stronach X jednostek reklam google, nauczyła się tam jakiegoś pozycjonowania i używania market samuraia i nazywa to BIZNESEM INTERNETOWYM. W pewnym sensie może i to jest jakiś biznes internetowy, ale na pewno nie uprawniający Cie do dyktowania innym ludziom teorii na temat tego jak to jest prowadzić e-biznes..

    Szczerze, nigdy i nigdzie nie mogłem przeczytać o Tobie na cenionych stronach o branży internetowej.
    Dla mnie prawdziwym internetowym przedsiębiorcą jest osoba, która właśnie tworzy coś czemu, się poświęca, oferując temu maksimum pracy.
    Śledzę dokładnie i udzielam się na polskim rynku start-upów i znam zachowanie i podejście do ebiznesu, na prawdę ludzi do tego stworzonych.

    Nie ma co ukrywać, ale taki ebiznes jak “stronki pod adsense” czy jakieś tam kursy internetowe to kompletnie inna liga biznesu internetowego..

    Każdy ma również inne ambicje w życiu, ale uważam że o 100x większą satysfakcję przyniesie stworzenie czegoś innowacyjnego o czym będą mogli dowiedzieć się inni ludzie i co będą mogli używać. Bo na prawde jest to śmieszne że jesteś wielkim ekspertem w swoich postach, a chyba nikt tutaj nie widział twojego “e-biznesu”.

    Pozdrawiam

    • Łukasz says:

      Dzięki za komentarz. Pojęcie biznesu można odbierać na wiele sposobów. Dla mnie biznes powstaje wtedy gdy osiągam z jakiegoś źródła stałe zarobki. W takim rozumowaniu jestem e-biznesmenem.

      nie uprawniający Cie do dyktowania innym ludziom teorii na temat tego jak to jest prowadzić e-biznes

      Przeczytaj proszę jeszcze raz dokładnie ten wpis. Nikomu nie dyktuję jak ma żyć, jak zarabiać. Wręcz przeciwnie. Staram się pokazać, że droga do sukcesu jest w nas samych, w uczeniu się na własnych błędach, nie na czytaniu blogów, książek i wzorowaniu się uparcie na innych osobach.

      Szczerze, nigdy i nigdzie nie mogłem przeczytać o Tobie na cenionych stronach o branży internetowej.

      Dlaczego miałeś o mnie gdzieś czytać? Jakie są cenione strony o branży internetowej? Z chęcią je poznam.

      100x większą satysfakcję przyniesie stworzenie czegoś innowacyjnego o czym będą mogli dowiedzieć się inni ludzie i co będą mogli używać

      Nie za bardzo rozumiem sens tego stwierdzenia. Biznes prowadzi się dla tak banalnego powodu jak wyżywienie rodziny. Dróg do osiągnięcie celu jest wiele, niech każdy wybierze swoją.

      jest to śmieszne że jesteś wielkim ekspertem w swoich postach, a chyba nikt tutaj nie widział twojego „e-biznesu”

      Jeśli uważasz, że nie piszę w swoich postach prawdy to prostu nie trać czasu na czytanie tego bloga. Myślę, że dokładnie analizując treść jaką “popełniłem” na tym blogu większość czytelników jest sama w stanie wyrobić sobie pogląd na temat prawdziwości opisywanych przeze mnie zagadnień. Nie widzę sensu w pokazywaniu moich stron, z uwagi na specyfikę tego biznesu. Tak – biznesu, bo już dawno wyszedłem z poziomu piaskownicy. Dla mnie to co robię jest biznesem, dla Ciebie może nie być.

      Jeśli czytelnicy mają ochotę z chęcią poznam ich definicję biznesu w kolejnych komentarzach.
      Pozdrawiam.

  13. Adrian says:

    Zgodzę się z Tobą Łukaszu, wiele osób neguje etat, hmm zastanawiam sie czemu? Ja również zarbiam na blogach i to wg mnie dość sporo, wymaga to ogromnego wkładu, ale nie miałbym co inwestować gdybym nie pracował na etacie, więc śmieszą mnie ludzie, którzy myślą, że nie inwestując zarobią miliony. Oj nie tędy droga!

  14. Ja mam do zarzucenia pracy na etacie tylko jedno: jest taka utarta, wręcz łatwa (jak się ją porówna do budowania biznesu).

    Ten wpis jest czymś co również zauważam w blogosferze. Najgorsze jest to, że w dzisiejszych czasach jest tyle opcji. Kiedyś było znacząco mniej, a co za tym idzie, mniej rozterek.

    Podoba mi się Twoje stwierdzenie, że “nadmiar wiedzy szkodzi”. Ostatnio poznałem pewną parę, która nie miała żadnego pojęcia o e-biznesie, i ogólnie rzecz biorąc, sprawiała wrażenie nieogarniętej. Robili bardzo prostą rzecz – kupowali jakieś smycze i inne gadżety w Niemczech a następnie opychali to w Polsce za 2-3 krotną cenę. Bez kosmicznych strategii, bez internetu, po prostu zwyczajne prawo popytu i podaży. Nie zastanawiali się specjalnie tylko robili co do nich należało i finansowo wychodzili na tym znakomicie. Można? Można. Bez magicznych pigułek, super tajnych sekretów zarabiania itp.

    Pozdrawiam 🙂

    • Richmond says:

      Jest mnostwo osob, ktore robi biznesy wrecz instynktownie. Niektorzy potrafia zrobic dobry interes wrecz z niczego albo zaczynajac od zera, nie wymyslajac nic innowacyjnego. Innni, zeby nie wiem jak sie meczyli, mieli wiedze i pomysly, moga nic nie osiagnac.

      Ja tam doceniam etat i to czego sie nauczylam. Co prawda gdzies po drodze zasiedzialam sie i stracilam ok 3 lata na bezczynnosci, ale teraz moge odcinac kupony od tego i sama wybierac dla kogo i za ile pracowac.

      Znam tylko jedna osobe, ktora mowila ze chce przestac pracowac przed 30-tka i udalo jej sie. Pieniadze z pracy na etacie zostaly wykorzystane do dalszych inwestycyji. Niektore interesy byly troche na granicy prawa, chociaz trzeba przyznac, ze bardzo pomyslowe. Do tego wykorzystanie sytuacji na rynku, kupno tanich nieruchomosci w czasie krachu itp.

  15. Adrian says:

    Hmm koledzy ja powiem tak, jeżeli ktoś ma żyłkę do interesów to jest w stanie stworzyć biznes bez najmniejszego problemu chociażby od zera. Jeżeli taki początkujacy ebiznesmen zaczyna od blogów chwała mu za to, bo to dobry krok. Ja gdy zaczynałem zarabiać na blogach spotykałem się z opiniami takich “wyśmiewaczy” że na tym nie da sie zarobić, teraz gdy spotykam się ze znajomymi sami pytają jak mogą zarobić w internecie. W sumie dlatego zdecydowałem się ostatnio na stworzenie nowego bloga o zarabianiu właśnie dla samych znajomych, gdzie krok po kroku zdradzam jak ja zarabiam i jak zaczynałem. Nie wolno nikogo krytykować i zniechęcać do działania takie jest moje zdanie.

  16. Robert says:

    Ja cały czas uważam, że wszystkie te książki dodają tylko motywacji a i tak to od nas zależy, co zrobimy.

    Nigdy nie uda nam się skopiować modelu biznesu, na którym ktoś inny dorobił się fortuny, za dużo zmiennych. Dla mnie jedynym rozwiązaniem jest znalezienie własnej ścieżki poprzez próbowanie różnych opcji. Najlepiej uczymy się błędach więc nie ma co bać się ich popełniania.

  17. miszek says:

    A ja tam od zawsze (od kiedy rozpocząłem w miarę świadomie myśleć o świecie w wieku ok 12 lat), chciałem mieć własną firmę. Pierwsza praca w wieku 18 lat, potem 2 razy otwierałem firmę i zamykałem idąc do pracy, żeby po tym wszystkim za 3 razem wyciągnąć wnioski i udało się.

    Potem 2 lata zajęło mi budowanie stałych relacji z klientami i dochodu pasywnego z firmy.

    Powiem tak – nie przeczytałem ani jednej książki żadnego guru milionera. Miałem cel i realizowałem go stopniowo wyciągając wnioski. I każdemu polecam taką drogę. Praktyczne działanie i nauka na błędach jest najlepszą formą edukacji.

    Jeśli chodzi o edukację szkolną to szkoła nie nauczyła mnie niczego co przydałoby mi sie w moim życiu. Nauczyłem się sam tego co było mi potrzebne. Jedyne czego żałuję to że w czasie mojej edukacji nie nauczyłem się porządnie angielskiego. Znajomość języków obcych to wartość ponadczasowa, otwiera możliwości i daje wymierne korzyści niezaleznie od dziedziny jaką sobie obraliśmy w życiu.

  18. Chrisopher says:

    Zdroworozsądkowe podejście. To mi się podoba.

    Moja najlepiej zarabiająca strona powstała dzięki wiedzy wyniesionej ze studiów, więc mimo że nie pracuję w zawodzie to jednak ta wiedza okazała się przydatna i dochodowa.

    Praca na etacie uczy też wielu rzeczy. Mnie przykładowo nauczyła, że nie każdy się w niej odnajduje:)

  19. seb2k6 says:

    Można się było spodziewać takiego wpisu. Uznaje go jako rozwinięty komentarz do wpisu o MJ. Lamborghini i chyba nie ukryjesz, że to właśnie tamten wpis natchnął Cię do napisania swojego 😉 Zauważyłem jednak, że Ty Marcinie niedawno zadziałałeś na tej samej zasadzie, którą krytykujesz w tym wpisie. Zabiło Ci mocniej serce gdy ujrzałeś komputer pod palmą, założyłeś bloga prawie identycznego co “meksykanin” i uznałeś w jednej chwili “ja też tak chce podróżować/blogować”. Z czasem, gdy puls się obniżył i zdobyłeś kilka praktycznych doświadczeń oraz przemyślałeś czego naprawdę sam chcesz i co lubisz, zaczynasz odchodzić od naśladownictwa i szukasz własnej drogi do “niezależności” (lub podążasz drogą już znalezioną).

    Moim zdaniem na początku wszyscy w jakimś stopniu kogoś naśladujemy i dopiero z czasem możemy odnaleźć swój sposób na szczęście/biznes/itp 😉

  20. seb2k6 says:

    Ups – pomyłka 😀 Miało byś “Ty Łukaszu”. Najmocniej przepraszam 🙂

    • Łukasz says:

      Ups – pomyłka Miało byś „Ty Łukaszu”. Najmocniej przepraszam

      Spoko:)

      Uznaje go jako rozwinięty komentarz do wpisu o MJ. Lamborghini i chyba nie ukryjesz, że to właśnie tamten wpis natchnął Cię do napisania swojego

      Oczywiście nie będę zaprzeczał, że wymieniony przez Ciebie wpis (i komentarze pod nim) był jednym z bodźców.

      Zauważyłem jednak, że Ty Marcinie niedawno zadziałałeś na tej samej zasadzie, którą krytykujesz w tym wpisie. Zabiło Ci mocniej serce gdy ujrzałeś komputer pod palmą, założyłeś bloga prawie identycznego co „meksykanin” i uznałeś w jednej chwili „ja też tak chce podróżować/blogować”.

      Z tym nie do końca się zgodzę. We wpisie krytykuję raczej coś innego. Nie ukrywam, że Marcin był dla mnie inspiracją przy powstaniu tego bloga (zresztą w pierwszym wpisie o tym pisałem), ale motywy działania były raczej zgoła odmienne. Blog jest/był dla mnie szansą nauki nowych rzeczy i tak chciałem go wykorzystać. Chciałem trochę odetchnąć od pracy przy moich stronach, spróbować czegoś innego, po prostu rozwinąć się w jakimś stopniu. Co jakiś czas mam takie okresy, że po prostu muszę zająć się czymś zupełnie nowym. Również widząc masę blogów opisujących zarabianie w internecie postanowiłem po prostu napisać jakieś praktyczne rady. W pewnym sensie drażniło mnie teoretyzowanie niektórych osób (w tym czasami właśnie Marcina) i chciałem żeby mój blog był trochę inny. Staram się mniej gdybać (co oczywiście również mi się zdarza), a bardziej pokazywać swoje doświadczenia. Szkoda, że odbierasz moje “wypociny” jako kalkę Marcina…

      Co do podróży to również nie widzę sensu kłamać, że nie zachłysnąłem się historią “Rentiera”. Bardzo cenię go za to jakie decyzje podjął i co osiągnął (uważam, że mimo wszystko dużo więcej niż wiele krytykujących go osób pragnie pokazać), ale nie staram się go naśladować. Zresztą jeśli ktoś jest ciekawy może wyszukać moje komentarze na jego blogu, które często wyrażają zgoła odmienne zdanie.

      wszyscy w jakimś stopniu kogoś naśladujemy

      Zgadzam się – nie widzę w tym nic złego, ale ja krytykuję przesadę, która pojawia się w ostatnim czasie w blogosferze, którą obserwuję.
      Pozdrawiam.

  21. Szachmistrz says:

    Nie zamieniłbym własnego biznesu na etat. Do dobrego można się przyzwyczaić. Najbardziej co cenię we własnej firmie to niezależność i brak stresu, który cały czas mi towarzyszył kiedy na etacie gonili mnie niezadowoleni klienci.

    Przeczytałem też wiele mądrych książek z dziedziny motywacji i one nie dają konkretnego drogowskazu co trzeba krok po kroku zrobić, aby osiągnąć sukces. Ich zadaniem jest raczej pokazanie, że można osiągnąć cel, wiara we własne możliwości. Ważne jest także, aby zrobić pierwszy krok.

    Wszystkie książki Kyosaki czyta się bardzo fajnie, ale tam założone jest, że już jakiś kapitał został już wypracowany. Rozpoczynając od początku, zmagając się nie w teorii tylko praktyce z wszelkimi przeciwnościami losu dochodzimy w końcu do wniosku jak cenne są wypracowane przez nas pieniądze. Dlatego “małą łyżeczką ale do przodu”. Praca u podstaw … a później czerpanie z tego profitów.

    Często zastanawiam się patrząc na młodych ludzi jak marnują swój czas, zostawiając swoje wykształcenie czy pracę na później. Jestem innego zdania. Najpierw popracować, a później odpoczywać.

  22. seb2k6 says:

    “Szkoda, że odbierasz moje „wypociny” jako kalkę Marcina…”

    Aż tak źle to nie jest 😉 Aczkolwiek podobieństwa są i z początku miałem takie wrażenie, że to kolejny blog z kółka wzajemnej adoracji. Jednak coraz częściej widzę ,że tak nie jest i to mnie cieszy. Najważniejszą zaletą Twojego bloga IMHO jesteś Ty – z Tobą można przynajmniej podyskutować 🙂

    A tak w temacie krytyki studiów i szkolnictwa… Owszem są minusy, często nie uczą tego co byśmy chcieli albo później do niczego nabyta wiedza nam się nie przydaje. Ale jest jedna poważna, jakby ukryta zaleta: ćwiczymy i rozwijamy nasz umysł 😉

    • miszek says:

      Czy ja wiem czy tak ćwiczymy i rozwijamy umysł?

      Jakoś sobie nie przypominam żebym w szkole rozwijał umysł, było to zakuwanie bezmyślne i tyle. Szkoła nie uczy samodzielnego myślenia.

      Umysł rozwijałem raczej po zajęciach kiedy w końcu mogłem nauczyć się sam czegoś interesującego i praktycznego.

  23. seb2k6 says:

    Skoro potrafiłeś zakuć bez używania umysłu lub np rozwiązać skomplikowane równanie matematyczne też bez używania umysłu to nie dziwne, że umysł Ci się nie rozwijał. A o “samodzielnym myśleniu” ja nic nawet nie wspominałem.

    • miszek says:

      Nie wiem czy się z tym spotkałeś, ale ja tak.

      Znam przynajmniej 5 osób w moim wieku które intelektem nie porażają, mało tego nie potrafią napisać np podania. Nie mają żadnej wiedzy i przemyśleń czy opinii własnych.
      Zakuwali zastosowali i nic nie zapamiętali. Dziś nie radzą sobie za dobrze w życiu.

      Ale mimo to matura zaliczona na 4-5.

      Czy w takim przypadku można mówić o używaniu i ćwiczeniu umysłu. Jak dla mnie to trochę mało. Jak dla mnie szkoła nie uczy samodzielnego myślenia. Wpycha w nas papkę edukacyjną z której nikt później nic nie pamięta.
      To marnotrawstwo potencjału ludzi uczących się, pieniędzy podatników i czasu każdej z tych osób z osobna.

      Ten kto chce zacząć samodzielnie myśleć ten zacznie mimo wszystko, ale przed tym nafaszerują go wiedzą z której wykorzysta może 20% w życiu.

      O ile życie byłoby ciekawsze, rozwijające i przyjemniejsze jeśli moglibyśmy profilować naszą edukację odrzucając zagadnienia które są zbędne i poznając niezbędne nie związane z profilem na poziomie podstawowym…

      Mielibyśmy wtedy wielu specjalistów w swoich dziedzinach a nie specjalistów od wszystkiego i do niczego właściwie.

      Jak myślisz czemu polska jest zadupiem innowacyjności na świecie. Pokuszę się o tezę że zawdzięczamy to w 60% właśnie tak skonstruowanemu systemowi edukacji. Jak myślisz gdzie będziemy skoro teraz jesteśmy w dupie a pracują 2 pokolenia wyżu demograficznego a później nie ma już nic? Czy myślisz że wzrost gospodarczy tego kraju zwolni czy zacznie się cofać?

      Nie uważam że edukacja jest zła wręcz przeciwnie to świetna sprawa, ale uważam że system edukacji mógłby działać o wiele lepiej.

  24. miszek says:

    Jeszcze jedno. Wzrost gospodarczy bierze się z 3 rzeczy: 1. Praca – w przyszłości nie będzie komu pracować. 2. Inwestycje – bez infrastruktury nie ma inwestycji. 3 Innowacje – bez skutecznej edukacji nie ma innowacji.

    Jestem wnikliwym obserwatorem życia społecznego, ekonomicznego i politycznego 😀 i każdemu radziłbym to samo bowiem świadomość tego co się wydarzy w przyszłości daje nam możliwość bycia o krok do przodu zabezpieczając przyszłość swoją i swoich potomków. Edukujmy się sami, myślmy i wyciągajmy wnioski. Taka moja rada.

  25. addy says:

    Witaj Łukaszu,

    Bardzo fajny wpis, no i sam blog również ciekawy. Uważam tak, ponieważ sam jestem w sytuacji podobnej do Ciebie – mam rodzinę, pracuję na etacie, równocześnie próbując rozwijać swój biznes. Wszystko to wymaga zarówno pewnej samodyscypliny, jak i odpowiedzalności.

    Zgadzam się, że nie ma dróg na skróty – pojedyncze przypadki, które wydają się potwierdzać tezę o jej istnieniu, bywają albo wynikiem szczęśliwego zbiegu okoliczności, albo (częściej) stoi za nimi faktyczne włożona ciężka praca, którą z jakichś powodów próbuje się ukryć (praca nie jest medialna i niełatwo ją sprzedać w kolejnym cudownym poradniku 😉 Mam wrażenie, że wiele z tych osób, które prowadzą blogi o e-biznesie i udzielają światłych rad, kręci się w kółko – miesiącami ciułają jakieś grosiki w AdSense, aby je potem zainwestować w jakiś “cudowny” e-biznes. Nie mają świadomości, że takie same pieniądze zarobią choćby roznosząc ulotki w jeden weekend – zyskują tygodnie albo i miesiące straconego czasu, który można przeznaczyć na jakieś efektywne działania biznesowe.

    Znamienną rzeczą jest, że spora część “guru” od alternatywnych sposobów prowadzenia biznesu nie utrzymuje się z prowadzenia takiego biznesu, a z pisania i opowiadania o tym, jak to robić. To trochę bardziej zawoalowana forma naciągania pod tytułem “Jak zarabiać w internecie? Sprzedawaj poradniki o tym, jak zarabiać w internecie!”

    Internet nie jest jakimś miejscem nie z tego świata – obowiązują w nim twarde reguły ekonomii i biznesu. Prawo popytu i podaży działa tam tak samo jak w warzywniaku na osiedlu, a żeby coś zyskać, trzeba najpierw coś zainwestować. Warto zdać sobie z tego sprawę.

  26. Przemek says:

    Stary wpis, ale w pełni się podpiszę pod tymi słowami

Skomentuj

*