Rescue Time i inne bzdury

Czas

(źródło:http://www.flickr.com/photos/31221015@N08)

Do napisania tego krótkiego wpisu zainspirował mnie jeden z komentarzy napisanych pod postem jednego z “Guru” internetowych, który właśnie uruchomił nowy serwis o zarabianiu w domu/internecie. Nie będę tu przytaczał nazw ani linków – kto chce być może się domyśli. Jeden z czytelników bloga pisanego przez tą osobę jako pierwszy etap “zarabiania” wybrał instalację programu Rescue Time, który ma za zadanie “odzyskać nasz stracony czas” poprzez wykazanie nam jak bardzo marnujemy cenne minuty życia. Osobiście program ten odinstalowałem kilka dni temu. Uznałem, że tego typu narzędzia w żaden sposób nie pomogą mi w osiągnięciu sukcesu. Po co mi informacja, że 3 godziny spędziłem na graniu w ulubioną grę czy zmarnowałem 30 minut na Facebooku?

Zarabianie w internecie

Od jakiegoś czasu śledzę blogosferę związaną pośrednio/bezpośrednio z zarabianiem w internecie. Im dłużej czytam strony internetowych speców od zarabiania tym częściej dochodzi do mnie smutna prawda, że źle gospodaruję swoim czasem. Od czytania nie ma zarabiania. Godziny poświęcone na czytanie w 99% oczywistych oczywistości mógłbym wykorzystać na pracę. Tylko dlaczego tak ciężko się przełamać? Czytanie o pracy jest często ciekawsze niż praca – na to wychodzi. Po prostu fajnie zapoznać się z historiami osób, które coś osiągnęły i starają się przekazać wiedzę innym. Mimo, że zdaję sobie sprawę, iż jest to czas zmarnowany ja ciągle czytam i czytam. Nie wiem po co, nie wiem dlaczego. Po prostu chyba lubię czytać, lubię marnować czas. Z ręką na sercu przyznaję, że do tej pory nie zyskałem praktycznie nic czytając rozsiane po sieci złote recepty na sukces…

Internetowy zarobek ma to do siebie, że skuteczne są w nim osoby, które raczej znają się na komputerach trochę bardziej niż Kowalski. Siłą rzeczy przejawia się to również na próbowaniu wszelkich form zwiększenia swojej wydajności. I tu pojawiają się cudowne programy i nawyki mające za zadanie sprawić, że nasz dzień będzie miał 28 godzin, nasze potrzeby na sen zostaną zmniejszone do niezbędnego minimum, nasza wydajność wzrośnie kilkukrotnie. Staniemy się niejako nadludźmi korzystając z kilku prostych narzędzi uzupełnionych nawykami w stylu tai-chi czy spożywania herbat Yerba.

Czytamy, czytamy, instalujemy nowe programy, przechodzimy na cudowną dietę, czujemy się coraz lepiej i lepiej. W pewnym momencie powinien przyjść moment autorefleksji i zastanowienia się czy droga, którą wybraliśmy jest słuszna. Dlaczego nie zarabiam? Ciekawe jaki odsetek osób zadaje sobie to pytanie po wielu miesiącach czytania blogów i stosowania cudownych sposobów na poprawę własnych umiejętności/produktywności/możliwości ciała i umysłu.

Czytanie o zarabianiu…

Widzę, że coraz więcej osób zafascynowania historiami ludzi sukcesu chcąc podążać krokiem swoich “Guru” kopiuje wszystko o czym przeczyta zamiast robić to co pchnie ich w kierunku realnego zarabiania pieniędzy. Miałem to szczęście, że tematyką blogowania zainteresowałem się już po fakcie. Najpierw otworzyłem sklep internetowy, który prowadziłem kilka lat. Następnie zacząłem “zabawę” związaną ze stronami internetowymi. Dopiero po mniej więcej 5 latach działalności w internecie trafiłem w obszar sieci związany z osobami, które dzielą się swoją wiedzą/szukają wiedzy na temat zarabiania w sieci. Dzisiaj dziękuję, że 5 lat żyłem w błogiej nieświadomości, nie wiedząc, że  takie strony w ogóle istnieją.

Czytanie

(źródło: http://www.flickr.com/photos/alikwilliams)

Być może gdybym zaczytał się w rady innych byłbym dalej na etapie wybierania silnika dla mojego sklepu internetowego, a zamiast tworzyć strony sprawdzał bym w programie rescue time czy dobrze gospodaruję swoim czasem. Na szczęście u mnie wszystko potoczyło się w trochę innej kolejności i czas na pracę przeznaczyłem na nią faktycznie. Nie czytałem o pracy tylko się do niej zabrałem. Wybrałem skrypt, wyszukałem dostawców, podpisałem umowy, stworzyłem bazę sklepu i ruszyłem na podbój świata.

Analogicznie było ze stronami, których budowy i promocji zacząłem się po prostu uczyć. Nie sprawdzałem przy tym w głupkowatych programach ile czasu poświęciłem na poszczególne czynności. Nie zawracałem sobie głowy nudnym tematem produktywności i gospodarowania minutami swojego życia. Czasami mam wrażenie, że ludzie dążący do perfekcjonizmu zatrzymują się na pewnym etapie i chcąc się udoskonalać za wszelką cenę tracą swoją szansę. Zamiast zarabiać czytają o zarabianiu, zamiast pracować poprawiają swoją produktywność. W efekcie nie osiągają nic…

Jeśli doczytałeś do tego fragmentu i znajdujesz się na początku drogi do mitycznego miliona proponuję zastanowić się ile czasu pracujesz a ile czytasz o pracy. Jeśli wyjdzie Ci przewaga tej drugiej czynności przemyśl ponownie swoje podejście. I do analizy takich banałów nie używaj programów, których obsługa i konfiguracja zajmuje więcej niż zaoszczędzony czas…

Życzę miliona na koncie i czasu żeby cieszyć się życiem.

21 komentarzy(e) dla “Rescue Time i inne bzdury”

  1. Qulin says:

    Jak we wszystkim nie należy popadać w skromność. Ja sobie czasu straconego na glopoty nie liczę ze to nad komputerem zawisła tablica korkowa z wielką kartką A3 z napisem “Do roboty!” – ona mi przypomina o pracy.
    Zresztą ktoś kiedyś powiedział, że kto dużo pracuje, nie ma czasu na zarabianie, coś w tym jest. Nie chodzi o to żeby się zarobić, ale wpaść na coś, organizować, zarządzać, a “prace” faktyczną można rozdzielić między inne osoby.
    Sam ograniczam sobie internet. Staram się zadania na kolejny dzień spisać i zrobić wszystko do 12 dni następnego. Następnie czas na siłownię, studia, kurs, obiad itp. Potem wieczorem kolejne dwie godziny przy komputerze.
    Z tym, że nie ograniczam się tylko do zarabiania przez Internet choć stanowi ono około 30-40% mojego dochodu.
    A co do tych wszystkich wspaniałych programów to więcej czasu zajmie ich instalacja i późniejsze analizowanie tego, że się długo siedzi na społecznościowych portalach niż to warte, przecież sami doskonale wiemy że jesteśmy leniami i leserami i program do tego nie jest potrzebny.

    Uważam, że już sama świadomość tego, że wiemy o tym że czas marnujemy i chcemy to zmienić jest bardzo dobrym znakiem. Gorzej gdy ktoś uważa, że facebook i blogi to coś produktywnego.

    Podsumowując DO ROBOTY! – mnie się to również tyczy;-)

  2. HardyTwardy says:

    Nie przesadzałbym, bo prawda leży dokładnie po środku tego co piszesz. Jak we wszystkim zresztą prawda leży po środku. Chyba, że blogi takie jak Twój czy ta ktoś z takich pobudek jak moje… czyli dla przyjemności ;-] Niech czytają, wtedy inni będą więcej pisać, a z wygrają ci którzy będą potrafili bzdury przefiltrować.

  3. Jerzy says:

    No toś ponarzekał. Mimo tego co napisałeś jednak zarabianie w Internecie nie jest proste nawet jak weźmiesz się ostro do pracy. Trzeba przecież tę pracę odpowiednio ukierunkować, tzn. robić rzeczy właściwe. No i znaleźć ludzi, którzy zechcą kupić twój towar. Nawet jeśli narobię się jak wół, a nie trafię w rynek czy popełnię jakiś błąd, to z zarabiania będą nici.

    Chociaż faktem jest, że ludzie tylko czytają i nic nie robią w praktyce.
    To takie “myślenie o pieniądzach”, które nie wiadomo skąd nagle spadną.

  4. Czytanie o pracy jest też łatwiejsze od samej pracy, poza tym ludziom się często zdaje, że zanim zabiorą się do pracy, muszą najpierw poznać całą teorię, która za nią stoi.

    Ja nawet nie przymierzam się do instalacji takiego programu, bo miałbym poczucie winy, że mnóstwo czasu marnuję, zamiast wykorzystywać produktywnie. 😉

  5. MarioC says:

    Temat jest szerszy i dotyczy nie tylko zarabiania. Ludzie kupują różne książki, albo idą na kursy licząc, że sam zakup bądź uczestnictwo sprawi, że posiądą odpowiednią wiedzę i umiejętności. I spodziewają się, że wiedza przyniesie pieniądze mając w głowie prostą zależność większa wiedza, większe pieniądze. To tak jakby smak potraw nie zależał od rodzaju składników i sposobu przyrządzenia ale od ilości użytych składników (im więcej tym smaczniejsze).

    Sam zacząłem przygodę z wiedzą od instalacji czytnika RSS, który zapełniłem wieloma (jak mi się wtedy wydawało, ciekawymi) kanałami. Z czasem jednak stwierdziłem, że czytam jedynie nagłówki, a i ta czynność zabiera sporo czasu, który jak piszesz marnujemy zamiast go efektywnie wykorzystać.

    Dziś mam inne podejście. W RSS mam 5 podłączonych kanałów (a i te pewnie z czasem zostaną usunięte) a w Internecie czytam tylko to znajdę na bieżąco szukając rozwiązania problemu, który napotkałem podczas działania (a nie czytania 🙂 ).

  6. Magdalaena says:

    Bardzo słuszna myśl. Zawsze pisałam, że jeśli mówimy o pracy umysłowej, to poświęcona ilość czasu nie przełoży się bezpośrednio na wyniki.

    A bloga czytam z ciekawości i dla przyjemności. Na tej samej zasadzie co blogi osób mieszkających w dalekich krajach.

  7. Gosia says:

    Wiesz co Łukasz może zamątowanie Rescue Time przez ludzi zaczynajacych swoją przygodę z zarabianiem w sieci nie jest głupim pomysłem.
    No bo taki poczatkujacy zanim trafi na odpowiedzie tory napoczątku bładzi czytajac różne bzdury. Więc takie narzędzie może mu uświadomić, że bładzi.
    Ja miałam podobnie, trochę czytałam za duzo blogów i książek samorozwojwych zamiast tak naprawdę szukać niszy w którą można by sie wstrzelić. Kiedy u podwalin mojego biznesu internetowego stanął chwilowy brak stałego łącza internetowego zrozumiałam, że błądziłam.
    Potem już było z górki. Blogi wylądowały w koszu a ksiażki o samorozwoaju w antykwariacie. Wiedza ile mam do zrobienia była silnym motywatorem do niezajmowania się pierdołami dotyczącymi teorii samorozwoju bo zaczełam się sama rozwijać. U mnie dodatkow podziałała skutecznie alergia na wszelakich samozwańczych guru. Dziś jak widzę stronę/blog ze zdjęcie autora owej witryny w belce tytułowej odrazu taki stronę zamykam. Czemu? Doświadczenie mnie nauczyło, że na takiej stronie się nigdy niczego nie dowiem ani o zarabianiu ani o tym jak się rozwinąć a już napewno jak rozwiązać mój konkretny problem.
    Jak już czytać blogi to czytać blogi praktyków. Ale takich w dziedzinie zarabiania w internecie jest niewiele.
    Po drugie prawdziwa, cenna wiedza jest zawsze ukryta, trzeba ją wydobyć jak skarb, nacharować się w pocie czoła, przekopać tony pisaku by wkońcu znaleść cenny diament. I ta metafora niech też będzie odpowiedzią dlaczego tak niewielu, którzy odnieśli sukces w zarabianiu w internecie dzieli się tą wiedzą.
    Ja sama choć bym mogła prowadzić taki blog o jaki pytałeś we wcześniejszyn poście to Łukasz szkoda mi popierwsze czasu bo prowadzenie takiego blogu to conajmniej doba wycieta z tygodnia, po drugie nie mam potrzeby kogokolwiek nauczać, gdyż jestem jeszcze zbyt mało doświadczona by się mędrkować i stawiać jako autorytet.

    Dlatego jedyna moja rada to zacząć szukać swojej włąsnej unikatowej drogi do legendy i przestać liczyć na to, że ktoś wam pomoże to zrobić w łatwy i przyjemny sposób. A jak juz chcecie koniecznie coś poczytać to polecam “Alchemika” albo coś o poszukiwaczach skarbów. Takie metafory więcej dają niż czytanie o kolejnych super programach do wydajności i itp.
    No nic czas wziac sie do roboty.;))

  8. Problem polega też na tym, że w różnego rodzaju książkach można przeczytać całą masę bzdur ( czasem sam coś u siebie napiszę a potem zastanawiam się czemu ja wtedy to zrobiłem). 🙂

    Najbardziej podoba mi się bzdura pod tytułem, zrób to i tamto, bo tak robił ten czy tamten miliarder a zarobisz miliardy. Nie da się w ten sposób osiągnąć sukcesu, bo modelowanie milionera łamie się już na samym starcie, mianowicie on ma swoje życie, swoją rodzinę, swoich znajomych, został inaczej wychowany, podejmuje decyzje w oparciu o inne wartości, inne zasady, inne przekonania i mamy do czynienia z całą masą kontekstów.

    Podoba mi się ten wpis choć znowu wydaję mi się, że też przeginasz w jedną stronę. Faktem jest, że czytanie i szkolenie się nie przyniesie nam chwały i pieniędzy, i że jak nie ruszymy dupy to nic się nie zmieni. Jednak takie narzędzia jak wspomniany Rescue Time mogą nam pomóc stać się jeszcze bardziej efektywnymi, ale tylko w momencie kiedy już wiemy jak planować swoje życie i jesteśmy w tym w jakimś stopniu skuteczni. Choć wiele osób dopiero gdy sprawdzi, na co traci czas, dopiero wtedy przejrzy na oczy.

    A faktem jest, że Ty czy ja, czy ktokolwiek inny może szkolić, pisać, mówić, że oprócz czytania i tej całej masy rzeczy, trzeba jeszcze podjąć jakieś działanie ( i w zasadzie na tym to się opiera). Jednak to i tak niczego nie zmieni jeśli każdy z osobna, świadomie, z własnej woli nie ruszy swoich czterech liter.

  9. Radek says:

    Ja ostatnio stwierdziłem, że czytanie blogów pochłania mój czas i jest bez sensu. Ostatnio wyczyściłem mój czytnik RSS do zera i mam postanowienie wogle nie wchodzić na blogi. Mam kindle i przerzucę się na czytanie ksiązek. Obecne czasy ,cały ten marketing internetowy i obietnice łatwych pieniędzy rozsiewane na lewo i prawo przez rozmaitych “guru” przypominają czasy kiedy MLM startował w polsce. Niedawno właśnie bardzo dużo MLM-owców przenosi się do sieci i dołączają do polskich guru e-biznesu. Niedawno było tych polskich “guru” pięciu a już jest chyba koło 20stu i ta liczba ciągle rośnie. MLM-owcy zachwycają sie tym ,że już nie muszą chodzić po domach a “listę” buduję im automatycznie formularz zapisu i autoresponder.
    Może mając ciekawy infoprodukt w ciekawej niszy można zarobić ale dlaczego “guru” są tylko w niszy uczenie na zarabianiu 🙂
    Ostatnio np Adrian Kołodziej się zachibernował ale aktywny jest bardzo Piotr Michalak. Ale ile można słuchać jego słodko pierdzącego głosu i grania na emocjach. Nie widzicie że on nie zachowuję się jak człowiek ale jak robot :)? Naczytał się książek o martketingu i manipulacji i samym słowem “Cześć, mówi Piotr Michalak” rozpuszcza serca :).
    Moim zdaniem to kiedyś pęknie. Ta rzesza ludzi którzy kupili te super produkty wypuszczane na produkt launchach powie wreszcie “Fuck , co za stek bzdur- oddajcie moje pieniądze” 🙂

  10. Radek says:

    Dodam jeszcze jedno o programach. Miałem iphona i cały ten bajzel programów typu GTD. Iphona sprzedałem i mam teraz najprostszą nokię aparatu która służy tylko do dzwonienia i sms-ów. Jaka ulga. Nie trzeba ładować codziennie. Wszystko działa bez problemów 🙂

  11. Kamil says:

    Wydaje mi się, że czytanie też wspomaga i dzięki niemu jesteśmy w stanie coś osiągnąć – jednak wiele osób raczej więcej czyta i mniej robi. Dlatego warto zachować odpowiednią równowagę 😉

  12. Richmond says:

    Ja czytam blogi dla rozrywki i ogolnie dla poszerzenia wiedzy. Nie interesowaly mnie nigdy te z dziedziny samorozwoju, a artykuly o tego typu programach to mnie bawily. Moim zdaniem, jesli ktos sam nie potrafi zapanowac nad tym co robi przy komputerze, to jest z nim po prostu zle. Oczywiscie moj punkt widzenia jest spaczony, bo jestem informatykiem i swiadomie korzystam z komputera.

    Zawsze powtarzalam, ze zamiast zaczytywac sie w blogach czy innego rodzaju pozycjach, trzeba zaczac dzialac. Mozna duzo o tym pisac, marzyc, rozwazac, a mozna wziac sie do roboty.

    • Karol says:

      Tez jestem informatykiem. 🙂
      Jeśli ktoś nie potrafi zapanować to jest źle… Ale jak może sie obudzić z letargu?
      Musi uzyskać pewna świadomość, a nie jest łatwo to zrobić po prostu działając. Bo szaleństwem jest robić to samo i oczekiwać innych wyników. Twierdze, ze dobre samorozwojowe blogi czy strony poszerzają nasza świadomość. Zmuszają do autorefleksji i mogą pokierować nas we właściwym kierunku.
      Oczywiście mam na myśli naprawdę dobre blogi np. Blog Alexa na Alexba.eu.
      Sam dzięki temu myśle zupełnie inaczej, myśle w kategoriach możliwości i wykorzystuje te wiedzę do działania, bo nic nie przyjdzie samo. Jestem bardziej świadomy moich życiowych wyborów. Dzięki temu moje relacje z innymi są pelniejsze.
      Wyrzucilem tez mnóstwo samorozwojowych blogów z moich RSS, bo jak wszędzie trzeba odciąć ziarno od plew, a tych kiepskich jest mnóstwo.
      Moim bliskim tez polecam dobre blogi i widzę jakie robią postępy przez to, ze zobaczyli ze można żyć inaczej – to bardzo cieszy. 🙂

      PS. Sam monitoruje tez czas spędzany przed kompem. Żeby czymś sprawnie zarządzać to trzeba to mierzyć. 🙂

  13. Co kto lubi, co komu pasuje. Ja przez pewien czas korzystałam z Rescue Time. Gdy zobaczyłam statystyki to był to dla mnie porządny bodziec do wzięcia się za siebie i faktycznie tak się stało. A, że konfiguracja trochę problematyczna to fakt.

    Jeśli chodzi o czytanie, przeglądanie blogów, czy stron itd. to też miałam z tym problem. Trudno nie utonąć w takim gąszczu informacji, jakim jest internet. Tym bardziej, że chcielibyśmy wszystko przeczytać, a przecież to niemożliwe. W czytniku zostawiłam tylko kilka blogów i teraz jest ok.

    Pozdrawiam.

  14. A jak chcesz zarządzać czasem, skoro go nie mierzysz? Dziesiątki osób, które chcą zacząć pracować w domu mają podstawowy problem właśnie ze złym zarządzaniem czasu. Właśnie dlatego jego mierzenie jest podstawą. Ale co ja tam wiem, przecież tylko od kilku lat pracuję w domu.

    BTW to Pracawdomu.TV nie jest o zarabianiu przez Internet, ale o – uwaga, uwaga – pracy w domu.

    • Łukasz says:

      A jak chcesz zarządzać czasem, skoro go nie mierzysz?

      Mam zegarek…:) Czy nie korzystając z programów typu RescueTime nie widzę, że marnuję czas. Widzę bardzo dobrze. Nie muszę tego mieć na wykresach.

      Ale co ja tam wiem, przecież tylko od kilku lat pracuję w domu.

      Ja też (obok etatu). Jak widać mam inne zdanie i tyle.

      BTW to Pracawdomu.TV nie jest o zarabianiu przez Internet, ale o – uwaga, uwaga – pracy w domu.

      Czy ja pisałem cokolwiek o Pracawdomu.TV?;)

    • Tak, masz zegarek i dokładnie pamiętasz ile minut na co poświęciłeś, tak?

      W takim razie nie ma o czym dyskutować

    • Łukasz says:

      Marcin – nie pamiętam. Po prostu nie potrzebuję takiej wiedzy. Analizowanie takich informacji również zajmuje czas. Tak samo jak konfigurowanie tego typu programów. Ja po prostu doszedłem do wniosku, że jak mam stracić czas to i tak go stracę – czasami należy mi się po prostu chwila relaksu. Nie muszę być jak robot – zaprogramowany do pracy. W moim przypadku tego typu programy się nie sprawdziły. Jeśli Tobie pomagają – nie widzę problemu.

  15. Pawel says:

    Bardzo ciekawy, a przede wszystkim praktyczny artykuł. Powinieneś go wstawić jako nadrzędny – dla osób, które pierwszy raz trafiają na Twojego bloga, a poszukują bodźca do rozpoczęcia swojej własnej pracy w internecie!

  16. Przemek says:

    Ładnie napisane. Sam również niemalże do ostateczności szukałem najpierw informacji, zamiast się zająć działaniem i nauką na własnych błędach. Dużo ciekawych informacji można znaleźć, dużo można się nauczyć, ale nic nie zastąpi działania.

  17. Olek says:

    Najważniejsze jest zacząć. Następnie kilka dni konsekwencji i wejdzie nam w nawyk wykonywania zadań, które będą w gruncie rzeczy naszą pracą. Praca i dochód pasywny o którym Łukasz pisze tu na blogu wymaga właściwie konsekwencji w działaniu, bo co nam po timerach skoro nam się nie będzie chciało i będziemy robić coś na siłę.

Skomentuj

*