Potrzeba zmiany

(Źródło: http://www.flickr.com/photos/britt_w/4151620902)

Dzisiejszy wpis będzie zupełnie inny. Poczułem po prostu potrzebę popisania trochę o sobie, swoich rozterkach. Jeśli szukasz tu rad dotyczących e-biznesu, możesz od razu odpuścić ten artykuł. Będzie krótko, zwięźle i cholernie osobiście.

Czego chcę od życia? Od kilku miesięcy zadaję sobie coraz częściej to pytanie. Trochę za sprawą Marcina i jego wyjazdu, trochę za sprawą mojej wycieczki do Belfastu. Spory wpływ ma na to również zapewne moje zainteresowanie tematem niezależności, trochę innego podejścia do tego co nas otacza.

Jestem człowiekiem, który bardzo często zmienia swoje cele życiowe, nie lubię stagnacji i brnięcia cały czas tym samym torem. Lubię nowe wyzwania i być może dla tego idea jaką zaszczepił we mnie Marcin tak bardzo mnie gnębi. Paradoksalnie mój problem jest taki, że nie lubię zmian daleko idących, staram się ich unikać jak ognia. Jednocześnie chcę spróbować w życiu czegoś nowego. Ostatnimi czasy toczę wewnętrzną walkę sam ze sobą. Staram się po prostu żyć pełnią życia i zastanawiam się jak to osiągnąć.

Własne miejsce na ziemi

Jeszcze rok temu marzyłem  o wybudowaniu w Polsce domu, zapuszczeniu korzeni i życiu na „zwyczajnych zasadach”, tak jak żyje 99% z nas. Obecnie mój światopogląd uległ niewyobrażalnej zmianie. Coraz częściej zadaję sobie pytanie – co ja właściwie przeżyłem?. Nie chcę za 20 czy 30 lat pluć sobie w brodę, że harowałem na gównianą emeryturę tylko po to, żeby myśleć o bardziej eleganckiej trumnie za kolejne kilka lat. Coraz bardziej gnębi mnie uczucie, że muszę się wyrwać z tego chorego myślenia o codzienności jaka „musi być” naszym udziałem.

Czasami mam wrażenie, że sam przesadzam. Od jakiegoś czasu nie myślę o niczym innym, tylko o zmianie w swoim życiu. Od mojej pierwszej wizyty w Belfaście zacząłem mieć jakiś wstręt do naszej codziennej szarości, naszych bloków, naszych dziur na drogach. Nie mówię, że nie kocham Polski, bo to moja Ojczyzna i zawsze uważałem się za patriotę. Chodzi mi  po prostu o „inność”.

(Źródło: http://www.flickr.com/photos/manchot61/2456611145)

Ile jeszcze w kółko muszę oglądać tą samą drogę do komisariatu? Ile jeszcze muszę robić zakupy w tym samym miejscu? Ile razy jeszcze będę musiał nastawiać budzik na 5:35 i wkurzać się, że „muszę” iść do pracy? Ile razy jeszcze będę musiał zostać po godzinach, bo „służę”? Te pytania buzują we mnie z siłą jakiej nigdy do tej pory nie odczuwałem.

Zmiany, zmiany, zmiany

Być może jest to głupie, ale tak zacząłem się czuć w ostatnim okresie czasu. Nie wiem dokładnie co chcę zmienić, jak to zmienić. Po prostu chcę przeżyć coś innego, niekonwencjonalnego, coś co zapamiętam do końca życia. Chciałbym gdzieś wyjechać, zmierzyć się ze Światem.

Być może zbyt bardzo do serca wziąłem sobie to co przeczytałem w ostatnim okresie czasu, ale nie mogę nic na to poradzić. Tak to czuję i nie mogę odepchnąć od siebie tego uczucia. Chcę gdzieś wyjechać, nauczyć się języka, zobaczyć trochę Świata. Czy mi się to uda – nie wiem. Czy przełamię swój opór, opór żony – nie wiem. Życie jest cholernie skomplikowane, zbyt skomplikowane. A może sam je sobie komplikuję? Jeśli mój zbliżający się wielkimi krokami wyjazd do Belfastu tylko pogłębi moje pragnienie poznawania, nie wiem co dalej będzie.

Ciekaw jestem czy ktoś z czytelników był w podobnej sytuacji jak ja. Miał już w miarę ułożone życie, wytyczoną ścieżkę i postanowił z niej zboczyć. Jest ktoś taki? Udało się?

Tags: , ,

31 comments

  1. Zeby mowic o ulozonym zyciu, to zbyt wielka przesada.Jednak od jakiegos czasu tez odczuwalem potrzebe zmian. Wiesz co zrobilem? Wprowadzilem je w zycie. Tak po prostu. Rzadko kiedy zastanawiam sie na konsekwencjami swoich wyborow i czynow. Moj ostatni post na blogu pokazal troche jak to u mnie wyglada. Nie opisalem tego – ale decyzja o zmianie Belgii na Hiszpanie zostala podjeta w trakcie jedzenia hamburgera (po 1euro) w M kilka godzin przed wyjazdem. Po tych wszystkich przebojach, mam teraz wielka ochote zeby odpoczac od tego. Takze Barcelona teraz jest moim miejscem.

    Jezeli potrzebujesz zmian… jak ja to mowie „jakie jest haslo reklamowe najbardziej znanej firmy odziezowo/sportowej? Just do it!”

    Wiec… just do it. Wlacz maps.google.com i zastanow sie gdzie bys chcial pojechac. Dokladnie nie znam Twojej sytuacji ee rodzinnej, wiec byc moze bedziesz wiecej potrzebowal analizy swoich nastepnych krokow. Ja tego nie musialem robic – spakowalem sie i pojechalem. W ciemno. Ekstremalnie. I nie zaluje.

    Na swoim blogu mam post porownujacy zycie w Polsce a gdzie indziej, ale glownie skupilem sie na kwestii finansowej. Niedlugo zapostuje inny artykul, skupiajacy sie bardziej na innych aspektach zycia tutaj.

    Mnie kreci takie cos: http://www.travelet.com/wp-content/uploads/2008/11/a-house-on-an-island.jpg Nie wspaniale ? 🙂

    Trzymam kciuki, obysmy niedlugo przeczytali Twoj plan, co gdzie i jak 🙂

    Pozdrawiam
    Pawel Owczynski

    1. Wlacz maps.google.com i zastanow sie gdzie bys chcial pojechac

      Nawet nie wiesz jak często tam siedzę:)

      Ja tego nie musialem robic – spakowalem sie i pojechalem. W ciemno. Ekstremalnie. I nie zaluje.

      Nie będę kłamał – zazdroszczę Ci takiej młodości. Ja w Twoim wieku poznawałem uroki pracy etatowej. Fakt, że moja „służba” jest również czasami ciekawa (rzadko, bo rzadko, ale czasem się zdarza – nie tak jak na filmach, ale czasem są dziwne/śmieszne/niebezpieczne sytuacje, które również się pamięta do końca życia).

      Mnie kreci takie cos: http://www.travelet.com/wp-content/uploads/2008/11/a-house-on-an-island.jpg Nie wspaniale ?

      Wspaniałe – ale czy prawdziwe? Mi się podoba wizualnie, ale na takim odludziu nie chciał bym raczej zamieszkać na stałe.

      Trzymam kciuki, obysmy niedlugo przeczytali Twoj plan, co gdzie i jak

      Niedługo to pojęcie względne:) Mam nadzieję, że w ogóle będę kiedyś w stanie napisać taki wpis.
      Pozdrawiam.

  2. Heh, czytam bardzo wiele blogów pokroju niezależności / e-biznesu i przyznam szczerze, że nie dziwię Ci się, że masz takie odczucia. Osobiście po przeczytaniu relacji Marcina, o jego relokacji, też mam ochotę uciec ze swojego miejsca zamieszkania w nieznane, by przeżyć przygodę. Jak to mówią, nie zawsze to co wydaje się być kolorowym takie jest. I nie mówię tu na podstawie swojego doświadczenia podróżniczego, bo takowego nie mam (za młody jeszcze jestem, heh :)), ale ogólnie taki wniosek wyciągam na podstawie wielu artykułów znalezionych w sieci.
    Pomimo swojego młodego wieku ( 18 lat ), pamiętam jak dorwałem link do bloga pisanego wprost z Bantayan’u/Filipiny. Od razu w mojej głowie pojawił się pomysł wyjazdu do nich, dołączenia do zgranej ekipy tam, na wyspie. Zafascynowany byłem tym ich wyjazdem bardzo i dalej jestem, jednocześnie życząc im jak najlepiej – nie każdemu się trafia okazja zamieszkania na Filipinach. Mam tylko nadzieję, że moje marzenia co do miejsca zamieszkania w przyszłości się spełnią.

    Pozdrawiam

    1. Mam tylko nadzieję, że moje marzenia co do miejsca zamieszkania w przyszłości się spełnią.

      Życzę Ci tego. Jesteś jeszcze w takim wieku, że obecne marzenia odejdą zapewne w niepamięć, zastąpione przez inne. Jakie by one nie były warto o nie walczyć.

  3. Odniose sie tylko do przelamywania oporow – swoich i innych czlonkow rodziny.
    Ja jestem i zawsze bylem otwarty na wszelkiego rodzaju zmiany. Takze miejsca, w ktorym zyje. Przekonanie zony zajelo mi ponad 5 lat. Nie wyobrazam sobie jak mozna przekonac kogos innego do czegos, samemu nie bedac do tego przekonanym w 100%. Wniosek – zawsze zaczynac od siebie.

    1. Przekonanie zony zajelo mi ponad 5 lat

      I tutaj jest pies pogrzebany. Ja mam jeszcze zaległy urlop z zeszłego roku. Na upartego dałbym radę wyjechać nawet na miesiąc bez rezygnowania z czegokolwiek. Niestety druga połówka ma już dość moich marzeń. Im dłużej o tym mówię tym bardziej zaostrzam atmosferę. Skoro Tobie się udało może i mi się uda. Jeśli możesz dokładniej opisać swoje „zmagania z żoną” z chęcią przeczytam. Czym ją przekonałeś? Jak było na początku po wprowadzeniu zmian do Waszego życia itp.

  4. Łukasz, skoro w ogóle poruszasz taki temat, to musi w Tobie taka tęsknota za innym życiem gdzieś tam siedzieć. A jej zakopać się nie da, bo da o sobie znać prędzej czy później.

    Mnie też zawsze gdzieś ciągnęło. Obecnie mieszkam już w trzecim kraju, ale nadal mi mało. Już planuje kolejną relokację i mam nadzieję, że nie będzie ostatnią (apetyt rośnie…)

    Oczywiście, nie można uogólniać, bo taki styl życia nie jest dla każdego. Ważna jest tu kwestia zobowiązań jakie się ma. Jeśli jednak ma się możliwość takiej zmiany to trzeba z niej skorzystać. Żyjąc – choćby przez jakiś tylko czas – zagranicą uzyskujesz nowe spojrzenie na Ojczyznę – zupełnie świeże, widzisz nasze wady i zalety, ale już z zewnątrz, bez wpływu mediów, sąsiadów etc. To też dobra okazja, żeby poznać inne kultury, uczyć się języków itp. ale to powie każdy. Dla mnie istotniejsze jest to że można nieźle otrzaskać się z życiem i nabrać dobrych cech na dalszą drogę życia, bo – żeby nie było sielankowo – nie zawsze jest łatwo.

    Ważne jest tu jednak, żeby decyzji nie podejmować emocjonalnie. Jak wiele razy już chciałem wszystko rzucić bo miałem dość wstawania rano po to żeby iść do pracy, której nie znosiłem. Ale nie tak się to robi. Trzeba myśleć strategicznie i mądrze planować. Zwłaszcza jeśli chodzi o tak ważne decyzje jak rozpoczęcie życia w nowym miejscu.

    Trzymam więc kciuki za dobrą decyzję 🙂
    Pozdrowienia

    1. Mateusz – hehe. Widocznie gdzieś siedzi ta tęsknota. Sam nie wiem. Wcześniej tego nie czułem, teraz aż za bardzo mnie męczy… Ja właśnie jestem na etapie emocjonalnego patrzenia na te sprawy. Za jakiś czas zapewne mi przejdzie i będę patrzył na to bardziej z dystansu. Zobaczymy jak się życie potoczy. Zgadzam się, że nie należy podejmować pochopnych decyzji. Mam nadzieję, że za jakiś czas na blogu napiszę: „kurcze – czuję się niezależny. Robię to co chcę, w miejscu gdzie chcę”. I być może będzie to Polska. Zobaczymy:)

      Trzymam więc kciuki za dobrą decyzję

      Dzięki.

  5. Ja to się zaczynam zastanawiać czy Ty naprawdę istniejesz czy może to nie jest blog-zaplecze dla rentiera. W linkach po prawej „czytasz” tylko jednego bloga a w każdym prawie wpisie wymieniasz z 10 razy słynnego Marcina jako guru i sprawcę odmiany Twojego myślenia. To już przestaje być zabawne…

    A wracając do tematu… Ciągnie Cie gdzieś? Chciałbyś gdzieś wyjechać? To zrób to. Nie trzeba od razu zwalniać się z pracy, sprzedawać dobytku itp żeby na spokojnie i małymi krokami poznawać świat. Kilka-kilkanaście wyjazdów w roku (bliższych i dalszych) może zaspokoi Twoje potrzeby?

    1. Ja to się zaczynam zastanawiać czy Ty naprawdę istniejesz czy może to nie jest blog-zaplecze dla rentiera

      seb2k6 – żeby nie było – ja istnieję:). W zaplecze nie wkłada się tyle pracy. To, że z prawej strony jest link do jego bloga nie oznacza, że czytam tylko jego. Przyznam jednak szczerze, że jest to jedyny blog, który czytam od jakieś czasu w całości. I nie wymieniam się z nikim linkami. Stąd ten jeden jedyny blog w blogrollu (żeby była jasność). Jeśli chodzi o „Guru” to nie mam takowego. Marcin mnie zaciekawił i tyle. Nie widzę nic złego w tym, że odwołuję się akurat do niego. Zresztą przeczytaj sobie mój pierwszy wpis na blogu. Moja sytuacja jest zupełnie inna niż jego, jestem zupełnie innym człowiekiem. Przyznam jednak otwarcie, że jego blog trochę namieszał w mojej główce. Nie widzę w tym nic złego. Jeśli uważasz mój blog za kopię rentiera to szkoda, mam nadzieję, że zmienisz zdanie jeśli będziesz chciał mnie dalej czytać.

      Ciągnie Cie gdzieś? Chciałbyś gdzieś wyjechać? To zrób to

      Ciągnie i chciałbym. Na razie jadę do Belfastu – na chwilę bo na chwilę, ale lepszy rydz niż nic. Mam już nawet kilka planów na „zwiedzanie”. Być może w tym roku jeszcze gdzieś wyjadę z żoną. W przyszłym postaram się może na dłużej. Nie jestem już w tym wieku/sytuacji, że dziś pomarzę o wyjeździe, jutro wyjadę. Być może po prostu tak nie potrafię. Prawdą jest, że zawsze można szukać problemów i przeciwności. Być może tak robię, nie jestem doskonały. Pogadamy za rok. Jak będę dalej pisał o marzeniach i żadnego nie zrealizuję to warto mnie będzie kopnąć w d… i przestać czytać tego bloga (oczywiście jeśli do tego czasu nie przestaniesz). Mam jednak nadzieję, że poczytam jeszcze parę Twoich komentarzy na tym blogu, chociaż Norwegia mnie nie kręci. Hehe. Pozdrawiam.

  6. Rutyna Cię zeżarła, szukasz nowych wyzwań, a polska szara rzeczywistość dla kogoś z ambicjami wyższymi niż browar przy lidze mistrzów jest nudna, stąd i szukanie nowych dróg. Sam o tym czasem myślałem, aktualnie mniej, jednak wiem, że temat znów za jakiś czas wróci..

  7. Jako że nie jestem w takiej sytuacji jak Ty to nie mam pojęcia co mogę poradzić hehe. Z jednej strony chcesz, z drugiej są pewne trudne ograniczenia. Może wypisz sobie wszystkie za i przeciw, wszystkie atuty i wszystkie ograniczenia i ułatwi Ci to podjęcie decyzji?

    Nie wiem jakie masz reguły w pracy, ale może możesz wziąć np. miesięczny czy dwumiesięczny bezpłatny urlop i w tym czasie zrobić taką testową krótkoterminową przeprowadzkę? Jeżeli chodzi o przeprowadzkę do innego miasta w Europie to aż tak dużej logistyki w tym nie ma, zakładając, że nie będziesz chciał zabrać ze sobą całego domu.

    1. może możesz wziąć np. miesięczny czy dwumiesięczny bezpłatny urlop

      Mam 26 dni urlopu. Z weekendami wyjdzie ponad miesiąc. Mogę, tylko problem na dzień dzisiejszy jest taki jak opisał Michał powyżej…:) Urlopu bezpłatnego nie dostanę (przynajmniej nic mi nie wiadomo o takiej możliwości).

      W Europie wiem, że nie ma problemów logistycznych. Wczoraj czytałem sobie trochę o Malcie i szczerze to śmieszne pieniądze wychodzą. Mieszkanie z 2 sypialniami można wynająć za 350E, bilet jest tani, życie również. Każdy ma jakieś swoje hamulce. Jeden potrafi je pokonać, inny nie. Zobaczymy za jakiś czas czy mi się uda.

  8. Hej Łukasz.

    Też ostatnio zadaje sobie pytanie „co ja chcę od życia?” W sumie ono u mnie ciągle się pojawia a ze zdwojoną siłą zawsze na poczatku wiosny.
    Odpowiedz na to pytanie w tym okresie determinuje resztę roku. Wiele zmian u mnie zachodzi właśnie wiosną i u mnie nie ma czegoś takiego jak ustabilizowane życie. Czy wogóle coś takiego istnieje?
    Doskonale rozumiem Twoje obecne rozterki. Też podobne miałam kilka lat temu. Też się zastanawiałam czy zostawić rodzinę, przyjaciół w Polsce i szukać garnka ze złotem na końcu tęczy? Dużo podróżowałam ale emigracja to ogroma zmiana, ciągle pytałam się czy dam radę, czy tęsknota mnie nie zabije? Rodzina nie ułatwiała nam decyzji przytaczając smutne losy dalszej rodziny żyjącej na emigracji. Ustabilizowane życie w Polsce nęciło by zostać. Zresztą lista na plus by zostać w Polsce była dłuższa niż ta przeciwna. I to ja sie bardziej wachałam niż mój mąż. Kobiety tak chyba mają, lubimy poczucie bezpieczeństwa. Ostatecznie do podjecia decyzji by wyjechać pomogło mi zobaczenie filmu z naszego ślubu gdzie zapisał się dobrze fragment kazania naszego przyjaciela, który przytoczył pewnie znaną wielu historię o człowieku, który wisiał na gałęzi nad przepaścią i wołał „Boże uratuj mnie” a Bóg na to ” no to się puść i mi zaufaj”.
    Więc puściłam się tej mojej gałezi i nieżałuję tego. Jednak znam historię pary, która podjeła inna decyzję, postanowili pomimo szansy na dobrą pracę w Anglii zostać w Polsce. Trochę przewartościowali swoje cele i są naprawdę szczęsliwi, właśnie za tydzień robią uroczyste otwarcie swojego domu. A inni moi idole mieszkają w Polsce i bardzo dużo podróżują pomiomo tego, że pracują na etatach, zobacz ich blog http://kasai.eu/

    Zawsze powtarzam, że na radykalne zmiany musimy być gotowi, do wszystkiego musimy dorosnąć. Znam niestety wielu życiowych samobójców rzucających się na głeboką wodę bez umiejętności pływania i kamizelki ratunkowej.

    Łukasz daj sobie czas i pozwól sobie na odnalezienie właściwych odpowiedzi na dręczące Cię pytania i doróść do przyjęcia tych odpowiedzi.
    Pozdrawiam

  9. PS. Jak przekonać żonę do swoich marzeń. Oto przepis

    A) zapytać o czym marzy wybranka Twojego serca
    B) opowiedzieć jej o swoich marzniach
    c) nachwilę zamienić sie marzeniami aby poczuć co czuje ta druga strona
    D) dojść do kompromisu

    Może jest tak, że marzenie jej można spełnić przy okazji spełniania Twojego marzenia tylko ona sobie tego nie uświadamia. Tak było u mnie.

    Aha i to nie ja chciałam emigracji, mi wystarczały krótkie podróże. Tylko proszę nie wysuwać pochopnych wniosków o kobietach.;)

  10. Ciekawa sprawa z tą Maltą. Byłem pewien, że to jeden z najdroższych krajów w Europie. Pewnie sporo zależy od miejsca.

    Co do hamulców – fakt, przed wyjazdem jest spory stres i naprawdę ma się sporo chwil zwątpienia, ale kiedy tylko trafisz do nowego miejsca to wszystko to znika i pojawia się ekscytacja. Potem jak już osiądziesz to po czasie ekscytacja trochę zejdzie i zastąpi ją jakaś rutyna (zawsze jest jakaś, pytanie tylko czy ją lubisz czy nie), ale jeżeli trafiłeś do dobrego miejsca, to nie będziesz na to narzekał hehe.

    Ja osobiście uważam, że każdy powinien przeżyć w swoim życiu takie coś chociażby raz, bo zaczyna się wtedy spoglądać na życie z zupełnie innego punktu widzenia (szczególnie jeżeli jest to przeprowadzka do kraju o zupełnie innej kulturze, bo nie ma co ukrywać, że przeprowadzka z Polski do np. Niemiec to nie aż tak radykalna zmiana).

  11. @Marcin

    „(szczególnie jeżeli jest to przeprowadzka do kraju o zupełnie innej kulturze, bo nie ma co ukrywać, że przeprowadzka z Polski do np. Niemiec to nie aż tak radykalna zmiana)”

    I tu się z Tobą Marcin nie zgodzę. Każda przeprowadzka jest duża zmianą, nie trzeba zmieniać kraju by się o tym przekonać. Wystarczy by miastowy zamieszkał na wsi a osoba z zapadłej wsi w mieście – odrazu zmienia się optyka. A wyprowadzka do Niemiec dla Polaka czasem bywa naprawdę sportem ekstremalnym.

    1. Oczywiście że jest dużą zmianą, ale użyłem słów „nie jest aż tak radykalną zmianą”. Europa nie jest aż tak zróżnicowana, żeby przeżyć jakiś większy szok kulturowy i spotkać się z zupełnie inną mentalnością i to głównie mam na myśli przez „nie jest aż tak radykalna”.

  12. Ja byłem w sytuacji takiej, że nie chciałem musieć robić rzeczy, których nie lubię i mówię tutaj o pracy, którą wykonywałem. 3 albo 4 miesiące się nad tym zastanawiałem, aż w końcu zebrałem się na odwagę i ją rzuciłem. Nie miałem jednak stałego dochodu, z którego byłbym wstanie się utrzymać.

    Teraz jak na to patrzę (minął prawie rok), to wiem że moje wyobrażenia o uwolnieniu się od etatu były dość poważnie przesadzone. Praca na etacie jest w pewnym sensie dużo łatwiejsza, bo mniej lub bardziej jesteśmy tam prowadzeni za rączkę, pilnowani itd. Także zamieniłem jedne obowiązki na drugie i od tego chyba nie ma tak do końca ucieczki.

    Miesięczny urlop to bardzo długi urlop! 🙂 Poza tym bardzo się zmienia percepcja urlopu w zależności od tego, czy mamy świadomość że „Zostało jeszcze x dni” czy jedziemy bez określonego dnia powrotu – w drugim przypadku będzie się dłużyć dużo bardziej 🙂

  13. Popatrz na swoje dylematy od lepszej strony – marzysz o sprawach czy celach, które są możliwe do zdobycia. Jeśli się zdecydujesz – świat stoi przed Tobą otworem.

    Nie musisz żyć ze świadomością, że to czego najbardziej w życiu pragniesz, jest nieosiągalne.

  14. Znudziłeś się Polską – po paru latach życia to normalne. Jestem prawie pewny, że gdybyś wyjechał nawet na taką skałkę jak w komentarzach wyżej, to za jakiś czas też by ci się znudziło. Człowiek ma taką naturę i ta „niezależność” od lokalizacji to mit. W końcu żyjesz na ziemi i jakąś lokalizację ostatecznie musisz mieć. Moim zdaniem chodzisz trochę z głową w chmurach ;-).

    Pozdrowienia…

    1. Hehe – być może jest tak jak mówisz. Czasami dobrze jest pomarzyć. Ja uwielbiam uczucie „zapalenia się” do jakiegoś pomysłu. Mam jakiś cel w życiu/zainteresowanie. Przynajmniej mam co robić. Mogę sobie googlować i szukać fajnego miejsca. Czy kiedyś to wykorzystam to już życie pokaże. Każdemu z nas czasami przydaje się „chodzenie z głową w chmurach”. Stąpając tylko tu i teraz można się zrazić do szarej codzienności. Marzenia – jakie by one nie były – to całkiem fajna rzecz:-)

  15. Rok temu przeprowadziłem się do Polski z Anglii, ale po paru miesiącach ja również chcę podróżować dalej. Jeszcze nie znalazłem mojego miejsca, i ciągle marzę o następnej relokacji. Może się wydawać, jeśli chodzi o życie w Anglii/Irlandii, że życie tam jest lepsze, ale według mnie to nie jest do końca prawda. (Mam nadzieję, że ten komentarz ma sens. Nie jestem polakiem ;-))

    1. Hehe – fajnie, że na bloga trafił ktoś z innego kraju. Chociaż wydaje mi się, że w pewnym sensie poznaliśmy się wcześniej. Anglia/Irlandia jest po prostu inna. Inność chyba każdego w pewnym stopniu fascynuje. Dla Ciebie odmienna jest na pewno Polska. Oczywiście Twój komentarz ma sens. Pozdrawiam.

  16. Witaj:) Łukaszu mam podobnie, choć u mnie przejawia się to nie relokacją, ale jak najczęstszymi wyjazdami do innych miejsc – choćby na weekend. Może na początek też tego spróbuj? Bardzo przydatna może się do tego okazać społeczność CouchSurfingu. Wyrwanie się raz na jakiś czas do innych miejsc, choć na parę dni pozwala znów złapać wiatr w żagle, i daje nową świeżość. Sam cenię sobie stabilizację, ale jednocześnie uważam że świat jest zbyt pięknym miejscem, aby odpuścić sobie jego oglądanie i zaszywać się w schematach. Pozdrawiam:)

  17. Proponuję zacząć od zasady „w weekend staram się nie siedzieć w domu”. Sprawdza się świetnie. Daje dystans do codzienności, czas na przemyślenia, relaks, spotkania ze znajomymi i obcymi.

    Poza tym w całej tej relokacji umniejszacie wg mnie jedną z najważniejszych rzeczy w życiu. Trwałe związki, relacje, kontakty ze znajomymi, przyjaciółmi i rodziną. I nie ma co tu opowiadać bzdur o ich „podtrzymywaniu” przez komórki, internet, skype itp. itd.

  18. lukasz:
    Pierwsza czesc Twojego posta jest perfekcyjna. Rada jest genialna, przy lepszej pogodzie mozna nawet robic wypady pod namiot w nieznane tereny – co sam zamierzam praktykowac w niedlugim czasie, okolice Barcelony zachecaja do tego.

    Ale druga… Dlaczego relokacja ma negatywnie wplynac na relacje miedzyludzkie? Jezeli chodzi o trwale zwiazki, podrozowac i relokowac sie mozna z druga polowka – wystarczy miec ja odpowiednia. Osobiscie od 3 lat jestem w rozjazdach niemal caly czas, a kontakty z przyjaciolmi i rodzina mam takie same, a byc moze lepsze…

    Trzeba odpowiednio tylko dbac.

    1. Paweł Owczyński:
      Zasada nawet obowiązuje jak z nieba lecą żaby ;). Inaczej zawsze znajdziesz jakąś wymówkę.

      Co do kontaktów. Jeśli nie spotykasz się z kimś regularnie to tworzą się jakieś niewidoczne bariery, dystans się zwiększa…
      Poza tym trudno zrobić razem coś spontanicznego jak dzielą Cię setki kilometrów. A najlepiej się wspomina te dni w których coś robiło się razem.

Pozostaw odpowiedź Michał Żółtowski Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*