Marzenia odłożę na później…

(źródło:http://www.flickr.com/photos/83129051@N00)
(źródło:http://www.flickr.com/photos/83129051@N00)

Jak wspomniałem w pierwszym wpisie – do rozpoczęcia pisania tego bloga skłonił mnie Marcin, który pokazał, że można żyć z goła inaczej niż większość ludzi. Pokazał mi okna na Świat, których wcześniej nie dostrzegałem. Od czasu zapoznania się z jego stroną i podobnymi tego typu witrynami ludzi z różnych stron Świata mam istny mętlik w głowie.

Sam już nie wiem czego chcę od życia. Z jednej strony chciałbym tak jak Marcin wyjechać gdzieś na drugi koniec Świata (dla niewtajemniczonych Marcin rzucił wszystko w Polsce i dziś wyjechał do Meksyku na wyspę Holbox – będzie tam mieszkał przez najbliższe kilka miesięcy), a z drugiej czy ja naprawdę tego w życiu potrzebuję? Tu mam przyjaciół, rodzinę, zawsze tutaj był mój Świat.

Wyjeżdżając na wakacje (zazwyczaj nad Polskie morze) tęskniłem za domem, za tym swoim szarym i nudnym życiem. Czy na pewno życie opisywane przez Marcina i innych podobnie myślących ludzi jest dla wszystkich. Moja „wolność” jakiej oczekuję będzie wtedy kiedy nie będę musiał wstawać rano i wkurzony ubierać się do pracy, najzwyczajniej w świecie chcąc jeszcze trochę pospać.

Staram się rozwijać swoją działalność w internecie, bo uznałem, że to jest najlepszy sposób na uniezależnienie się od tych wszelkich nudnych obowiązków jakie są naszą codziennością.

Nie chcę pracować na etacie, bo wiem, że dużo więcej radości przyniesie mi praca dla samego siebie. Sam będę swoim szefem i sam będę miał do siebie pretensję jak mi coś nie wyjdzie. Tylko czy jestem w stanie zrobić to co Marcin i wyjechać gdzieś daleko, do pięknego miejsca, ale mimo wszystko w jakimś stopniu odludnego?

(źródło:http://www.flickr.com/photos/cubagallery)
(źródło:http://www.flickr.com/photos/cubagallery)

Tego nie wiem. Zauważyłem jednak, że wielu ludzi (być może ja też) żyje cudzymi marzeniami. Od czasu zapoznania się z blogiem Marcina i podobnymi zacząłem mieć podobne marzenia, które wcześniej w ogóle nie pojawiały się w mojej głowie.

Czy ja już zwariowałem czy tak po prostu musi być? Niedawno założyłem rodzinę, myślałem o budowie domu, o jeszcze większym związaniu się z tym krajem. Co się stało, że codziennie szukam „swojego” miejsca na ziemi – sprawdzam tanie połączenia lotnicze, ceny nieruchomości w innych krajach, porównuję koszta życia. Zacząłem czytać książkę The 4-Hour Workweek Timothy Ferrissa (jest to link partnerski czyli jeśli kupisz książkę korzystając z niego ja zarobię kilka groszy – taki mój wstęp do tej formy zarobkowania – mam nadzieję, że nie jesteś zły na ten sposób polecenia. Sam czytam wymienioną pozycję na czytniku e-booków – Amazon Kindle i link również prowadzi do księgarni Amazona) i dalej się zastanawiam co ja tak naprawdę chcę w życiu osiągnąć.

Nie da się ukryć, że odkładanie wszystkiego na później może doprowadzić do tego, że nie będzie już co odkładać. Życie jest krótkie i z wiekiem coraz częściej zdajemy sobie z tego sprawę. Mimo, że czuję, że życie ucieka ja cały czas wszystko odkładam. Mówię sobie, że emerytura już niedługo i zawsze lepiej ją mieć niż nie… Tylko po co mi ona? Czy naprawdę powinienem na nią liczyć? Wszyscy naokoło mi wmawiają, że mało kto ma taką możliwość i powinienem się przemęczyć jeszcze kilka lat, żeby być w tym gronie „wybranych” z emeryturą w młodym wieku.

Ja się zastanawiam – po co? Skoro teraz sobie daję bardzo dobrze radę i ogólnie mam podejście, że najlepiej liczyć na siebie to po co ulegam tym wszystkim głosom i podświadomie przyznaję im rację. Czy naprawdę będę kolejną osobą, która będzie żyła tak jak z góry jest to zaplanowane? Szkoła, praca, emerytura i śmierć? Czy na tym mi zależy? Mam pretensję do siebie, że nic nie robię, ale z drugiej strony nie wiem czy chcę coś robić?

(źródło: http://www.flickr.com/photos/raf3317/2309318717)
(źródło: http://www.flickr.com/photos/raf3317/2309318717)

Dobrze mi jest w moim własnym mieszkaniu, mam wszystko czego potrzebuję do życia, żyję na przyzwoitym poziomie. Nigdy wcześniej nie marzyłem o podróżach i nie wiem czy teraz też o nich marzę czy to jest tylko takie złudzenie po przeczytaniu kilku fajnych wpisów chłopaka opisującego swoje marzenia.

Jestem zły na siebie bo wychodzi na to, że sam nie wiem czego chcę od życia… Czy warto wszystko zmieniać i szukać nie wiadomo czego? To pytanie zadaję sobie częściej niż kiedykolwiek wcześniej. Zauważyłem, że przede mną rozciągają się możliwości o jakich nawet nie śniłem. Tylko czy ich realizacja oznacza zawsze szczęście? Być może kiedyś się o tym przekonam, na razie jak zwykle marzenia odłożę  na później…

Tags:

17 comments

  1. Ciekawy wpis.

    Wiesz co, każdy chyba ma tak, że sam nie wie czego chce od życia. Ja też jestem w takiej sytuacji bo muszę podjąć do maja decyzje co robić- zostać w Polsce i dalej kręcić biznes czy może wyjechać na studia do Danii/ Australii/ Nowej Zelandii. Kocham podróże.

    Myślę, że nie ma sensu rozmyślać, lecz trzeba działać. A sprawa się sama wyjaśni z biegiem czasu. Co do odkładania marzeń- to na kiedy? Kiedy będzie właściwy moment? jutro, za tydzień? za rok? A jak „za rok” nie będzie?

    Moim zdaniem trzeba znaleźć złoty środek. Znaleźć pracę którą się kocha, wykonywać ją, rozwijać się a przy tym znaleźć odrobinę czasu na marzenia, na spełnienie się. Warto przemyśleć co się chciało zrobić w życiu, stworzyć listę i realizować przynajmniej jedno marzenie rocznie. Nie wszystkie przecież muszą wywiązywać się z podróży.

  2. Lubię Twojego bloga, jest naprawdę bardzo interesujący.
    Sam tak jak Ty czasami nie mam pomysłu na życie i chyba tak samo jak Ty odłożę swoje marzenia na później. Ważne jest, aby odłożyć tylko marzenia związane z rzeczami materialnymi/podróżami a nie odpuszczać marzeń związanych z rozwojem samego siebie. To powinno być najważniejsze. Nie ma przecież odpowiedniejszego czasu, by zająć się sobą niż teraz.
    Serdecznie pozdrawiam.

  3. Dobry wpis, w tym problem, że większość blogów podobnych do bloga Marcina czyli o kreowaniu swojego idealnego życia pokazuje tylko jeden schemat – schemat nomady a to nie dla wszystkich jest idealne rozwiązanie.

    Pozdrawiam i powodzenia !

  4. Michał – masz rację – trzeba działać, tylko czasami nie wiadomo w którym kierunku. Mówisz „trzeba znaleźć pracę którą się kocha” – ale co zrobić z dotychczasowym zajęciem? Tak po prostu je rzucić? Zresztą pracę jaka by nie była czasem się nienawidzi. Nie znajdziesz nigdy zajęcia idealnego, zawsze sprawiającego radość. Ja zacząłem działać inaczej niż Marcin – po prostu staram się rozwijać, uczyć się nowych rzeczy – liczę, że na „głębsze” marzenia też przyjdzie czas…

    Kamil – ten blog ma mi właśnie pomóc w rozwoju siebie i przy okazji przekazaniu moich poglądów na temat e-biznesu, z którym jestem już dłuższy czas związany. Może dzięki niemu tak naprawdę przekonam się co w życiu jest ważne, a co mniej. Na razie bardzo się cieszę, że znajduję „słuchaczy”… Utwierdza mnie to w przekonaniu, że decyzja o pisaniu bloga była słuszna.

    Adrian – też zastanawiałem się nad fenomenem opisywanego przez Marcina stylu życia. Być może dlatego jest to takie fascynujące, ponieważ naprawdę niewielu ludzi ma w sobie tyle odwagi, żeby zrobić to co on. Tylko często o tego typu wyprawach lepiej czytać niż samemu ich doświadczać. Co nie zmienia faktu, że Marcinowi bardzo kibicuję i życzę mu, żeby wrócił z Meksyku z podniesioną głową.

  5. Cześć Łukasz. Gratuluje naprawdę dobrych wpisów. I dziś wędrujesz z mojej poczekalni blogów do blogów czytanych regularnie.

    A wpis na czasie. Ja zwodowo zajmowałam się turystyką. Teraz często w moim domu goszczą podróżnicy z róznych częsci świata. Różne są to osobowości, różne modele podróżowania.Czytając różne blogi odnoszę wrażenie, że ludzie zachłysneli się magią i modą na podróżowanie.
    Znając ten temat dość dogłebnie, widzę, że nie zawsze te podróze mają sens. Więcej przynoszą ludziom strat niż zysków. Pomijając wszelkie stereotypy dotyczące plusów podróży. Jest moda więc ludzie chcą się wpisać w tą modę, iść za tłumem a nie za głosem serca.
    Z mojego oświadczenia wynika, że aby podróżowanie wogóle miało sens musi ono mieć cel i być zakorzenione w naszych pasjach. Wspomniany w poście Marcin w swojej podróży do Meksyku ma kilka celów do osiągniecia i przypiszczam, ze jego podóż da mu wiele.
    Ja na swojej drodze spotkałam masę turystów lub pseudo podrózników z listą UNESCO zaliczających 10 stolic Europy w 10 dni. To bardzo wyolbrzymiony przykład. Ale jeżeli nie wiesz po co jedziesz to bieganie od zabytku do zabytku nie ma sensu nic ci nieda (pametasz co zwiedzałeś w czasie szkolnych wycieczek w Krakowie lub innym ważnym mieście). Tak samo jak nie ma sensu jechanie na jakąś cudowną wyspę by tam spędzić półroku bo tak robią wszyscy i udawać, że nielubi się zimy kiedy za nią się tęskni.
    Dodam jeszcze, że emigracja nie jest dobra dla każdego. Sam jestem podróżniczka – emigrantką i kocham ciągle przebudowywać swoje życie, ale życie z dala od korzeni nie jest łatwe nawet dla takich osób jak ja i moja druga połowa.

    A co do modelu życia, każdy jest dobry jeżeli my w nim się dobrze czujemy. Łukasz każdy przeżywa ciągłe rozterki w wyborze. To jest jak z decyzją o zdobywaniu kolejnego szczytu w górach masz wiele szlaków i trzeba wybrać jeden. Analizujesz czas przejścia, stopień trudności trasy i twoje możliwości kondycyjne. Szczytem sczytów jest nasza wolność osobista i na tym samym szczycie moga się znaleśc ludzie z grupy nomadów(mowiąc po polsku koczownicy), podróżnicy, emigranci, domatorzy czy turyści. Ważna jest konsekwencja w relaizacji wybranej drogi.

    Najważniejsze to przestać żyć cudzym życiem, marzeniami a skupić się na włąsnych bolączkach i marzeniach.
    A moim marzeniem jest by ktoś w końcu napisał o niezależnoci bez zmieniana miesca zamieszkania?

  6. Lech – dzięki za podanie polskiego linku. Nie spodziewałem się, że ta książka została u nas wydana. Z tym, że ja i tak kupiłbym anglojęzyczną wersję, bo staram się uczyć tego języka… I jeszcze jedna sprawa. Odnośnie umieszczania swoich linków to w tym przypadku nie widzę przeszkód, bo jest to informacja wartościowa, ale w przyszłości niech nikomu nie przychodzi do głowy, że z bloga zrobię farmę linków i będzie można je sobie wstawiać od tak:)

    Gosia – cieszę się, że Ci się podoba to co piszę. Mam nadzieję, że za rok będziesz mogła podtrzymać to zdanie. Co do podróży to masz rację – nie są dla każdego.

    Problem ze mną jest taki, że ja strasznie chciałbym spróbować nowych rzeczy. Na etacie pracuję już ładnych parę lat i uwierz mi – gdybym nie starał się robić czegoś poza „właściwą pracą” to bym się cofał (w myśl powiedzenia, że jak się nie rozwijasz to się cofasz). Mam już dość tej monotonii i życia „tak jak trzeba”. Decyzje trzeba umieć w życiu podejmować – nie ważne jakie one przyniosą konsekwencję. Ja np. rzuciłem studia, żeby iść pracować tam gdzie pracuję i co? Wszyscy mi odradzali, a ja zrobiłem tak jak chciałem. I co mam teraz żałować, że jestem uwiązany? Nie będę teraz żałował tylko działał żeby coś zmienić.

    Emigracja nie jest dla każdego, ale lepiej wyjechać i wrócić niż nic nie robić i się całe życie zastanawiać.

    Sama niezależność jest w moim odczuciu tak szerokim pojęciem, że nie da się jej w żaden sposób zdefiniować. Dla każdego oznacza coś innego. Myślę, że i tak każdy z nas dąży do szczęścia i trzeba po prostu odnaleźć taki styl życia, który to szczęście zapewni. Tak jak napisałaś szczęście może osiągnąć każdy – zarówno podróżnik jak i domator.

    Myślę, że jednym z decydujących czynników do osiągnięcia niezależności pod jakąkolwiek postacią jest niezależność finansowa. Niestety żyjemy w czasach kiedy pieniądz odgrywa kluczową rolę i nic na to nie poradzimy. Trzeba tylko starać się zdobywać pieniądze w dziedzinach, które sprawiają nam przyjemność. Ja na przykład wiem już od jakiegoś czasu, że internet jest tą dziedziną. I niesamowicie podoba mi się, że faktycznie mogę tu zarabiać gdzie tylko zechcę. Nawet jeśli nie skorzystam z możliwości przemieszczania się, sama myśl, że mógłbym to zrobić jest wspaniała:)

  7. Dla każdego niezależność jest czymś innym. Nie lubisz podróżować – nie musisz tego robić. Zapuściłeś korzenie w jakimś miejscu i je kochasz – zostań w nim, nie musisz na siłę latać po świecie.

    Jak czujesz, że bardzo czegoś chcesz, to zrób to. Ale nie rób tego dlatego, że jest to popularne. Słuchaj siebie. Sam musisz podjąć decyzję czego chcesz najbardziej.

    Każdy styl życia ma wady i zalety. Ja wychodzę z założenia, że warto sprawdzić różne opcje i dopiero wtedy podjąć decyzję, ale wszystko zależy od człowieka.

    Wnioskując po Twojej odpowiedzi do Gosi wydaje mi się, że jednak chcesz tego spróbować. Nie musisz od razu rzucać się na głęboką wodę, miesiąc w obcym kraju (najlepiej z zupełnie inną kulturą niż w Polsce) pewnie wiele Ci powie odnośnie tego, czy coś takiego jest dla Ciebie.

    1. Uwierz mi Marcin, że chcę. Gorzej jest przekonać żonę (Twoje perypetie jej na razie nie przekonują – chociaż jak jej wczoraj powiedziałem, że 350 zł za pokój zapłaciłeś trochę się zdziwiła…). Chyba po prostu zabiorę ją na przymusowe wakacje (może 3 tygodnie uda się jakoś uzbierać) z laptopem pod pachą. I ja się przekonam i ona…:)

  8. Łukasz, ale w sumie to nic złego, że nie wiesz jeszcze, czego chcesz od życia. Ważne tylko, żebyś się nie pakował w jakieś życiowe decyzje, które dadzą długofalowe skutki, np. w kredyt hipoteczny, który Cię zwiąże z etatem.

    1. Jeszcze niedawno chciałem się właśnie pakować w kredyty. Później trochę mi przeszło, a obecnie nawet o tym nie myślę. Trochę ta niezależność mąci mi w głowie. Jak się zwiążę na 30 lat kredytem ciężko będzie mówić o jakiejkolwiek niezależności…

    2. Faktem jest, że łatwiej dostać kredyt, gdy się pracuje na etacie, niż gdy się ma nieregularne dochody z własnej działalności. Warto z tego skorzystać, jeśli Twoje marzenia wiążą się z potrzebą takiego kredytu. No ale oczywiście pamiętając, by nie wpakować się w kanał zbyt wysoką ratą kredytu.

    3. No tak, ale gdzie mieszkać jak się nie ma gdzie mieszkać. Wynajmować przez całe życie mieszkanie, ale przecież wynajmowanie mieszkania, jakiegokolwiek to już przynajmniej 1000 zł miesięcznie, choć zwykle więcej.

      Ja właśnie też się boję brać kredytu, bo nie chcę być z nim uwiązana na wiele lat, ale nie wiem jak tak to inaczej żyć. Z rodzicami?
      Kończę właśnie studia i nie mam pojęcia jeszcze czego ja właściwie chcę. Wiem tylko, że nie chcę być pracownikiem na etacie.

    4. Powiem Ci, że ja sam uległem mentalnie (bo kroków ku temu nie robiłem) modzie, że taniej jest kupić na kredyt niż wynająć, ale to nie do końca jest prawda. Być może przy wynajmie będziesz płacić 100-200 zł drożej, ale masz właśnie ten luz psychiczny, że jak coś pójdzie nie tak to okres wypowiedzenia i nie ma problemu – możesz się przenieść do tańszego mieszkania, pokoju czy wrócić do rodziców. Przy kredycie już tak łatwo nie ma, do tego jest to spore obciążenie psychiczne.
      Trzeba też wziąć pod uwagę właśnie tą upragnioną niezależność – mieszkanie na własność wiąże :). Jasne, można komuś wynająć czy sprzedać, ale to niekiedy może długo trwać. A wynajmując od kogoś, jeśli tylko masz ochotę to możesz jutro się wyprowadzić i wyjechać na drugi koniec świata :).

  9. Łoł! Coś bardzo podobnego ostatnio przeżywam. Skończyłem studia i dostałem niezłą pracę – zrealizowałem długofalowy cel. Niezbyt oryginalny w prawdzie ale i to nie każdemu się udaje. Teraz przyszła pora na okres przejściowy, trzeba obrać nowe cele. Kończąc szkole średnią wszytko miałem zaplanowane, jedna tylko opcja, zero problemów z wyborem. Teraz opcji widzę dużo więcej i razem z nimi pokazały się problemy. Decyzyjna klęska urodzaju. W całej swojej beznadziejności kredyt hipoteczny załatwia jedną sprawę, to kolejny bardzo długofalowy cel i bilet w jedną stronę.

    Postanowiłem zgłębić nieco problem od strony psychologicznej. Co w człowieku takiego siedzi, że potrzebuje tych celów, planów, marzeń? Na pewno są też różnice pomiędzy kobietą i mężczyzną, mamy chyba mniejsza potrzebę stabilizacji. Jeśli coś ustalę postaram się tym podzielić. Idealnie dla mnie byłoby potrzebę posiadania celu wyeliminować, żyć z dnia na dzień i cieszyć się chwilą.

    Mam nadzieję że odniesiesz sukces, będę śledził bloga. Najbardziej ciekawi mnie połączenie życia rodzinnego z podróżowaniem i rezygnacją z pracy na etat.

    1. Witam na moim blogu:)

      Najbardziej ciekawi mnie połączenie życia rodzinnego z podróżowaniem i rezygnacją z pracy na etat.

      Nie wiem czy u mnie się tego dowiesz. Podróżować na razie nie mam zamiaru. Bardziej chciałbym kiedyś mieć możliwość „żyć” przez jakiś czas w jakimś innym miejscu. Np. przez kilka miesięcy (coś jak Corebett Barr). Podróżnikiem chyba nigdy nie będę (przynajmniej w znaczeniu opisywanym często na innych blogach). Ostatnimi czasy popularna jest idea minimalizmu, do której mam wrażenie, że jest mi bardzo daleko. Podróżowanie z wykorzystaniem tej zasady na pewno nie wchodzi u mnie w grę:)

      Odnośnie pracy na etat to na razie z niej nie zrezygnuję. Nie jestem w stanie podjąć takiej decyzji od tak. Zobaczymy jednak jak się życie potoczy. Na razie postanowiłem więcej walczyć „o siebie” – czytam, uczę się, staram się próbować nowych dziedzin e-biznesu.

      Przy okazji polecam ten wpis. Coś o modnym ostatnio terminie Lifestyle Design.

    2. Rezygnacja z pracy na etat musi być przemyślana 100-krotnie i dobrze zaplanowana, znam przypadek rezygnacji pod wpływem impulsu, ale inaczej niż głupotą tego nie nazwę.
      Odnośnie mieszkania gdzieś: dla mnie pomieszkanie gdzieś ma miejsce wtedy gdy trwa na tyle długo, że zdążę mieć dobrych znajomych, dzieci ukończą choć jedną klasę szkoły, do tego momentu to jest podróżowanie, oczywiście jeśli by wytoczyć definicje słownikowe pewnie masz i racje, ja po prostu tak to rozumiem i zapomniałem o tym napisać 🙂 dzielę ludzi na mieszkańców, podróżników, turystów i hotelowiczów (ci ostatni to ta grupa, która jedzie przeleżeć na leżaczku cały urlop w Tunezji bo ich własny balkon to nie to)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*