Gdzie ci odważni?

Holbox

(źródło:http://www.flickr.com/photos/ann-dabney)

Jeśli czytasz mojego bloga od początku wiesz dobrze, że inspiracją dla powstania mojej strony były przemyślenia przelewane na ekran przez Marcina Samsela. Dla osób, które nie znają jego i strony, którą tworzył (została już zlikwidowana) napiszę w skrócie, że był to młody chłopak, który marzył o życiu w pięknych zakątkach świata i zarabianiu w internecie. Chciał być niezależny i mieszkać w miejscach, w których pogoda jest piękna, a koszty życia są mniejsze niż w Polsce. Co z tego? – zapyta część osób. Marzenia, marzenia, marzenia – kto ich nie ma? Z Marcinem była ta jedna subtelna różnica, że w pewnym sensie zrealizował swój cel…

Dlaczego o tym piszę? Od pewnego czasu doszedłem do wniosku, że blog prowadzony przez “Rentiera” był jedyną stroną tego typu jaką znam. Pamiętam, że naprawdę z niecierpliwością wyczekiwałem na kolejne wpisy. Szczególnie w okresie poprzedzającym jego przygotowania do przeprowadzki do Meksyku. Marcin pisał wyśmienicie, poprawnie i w sposób, który sprawiał, że każdy jego wpis po prostu się chłonęło z niesamowitą przyjemnością. Wtedy właśnie pomyślałem, że zarobek internetowy otwiera zupełnie nowe ścieżki. Postanowiłem przelać moje własne przemyślenia na przysłowiowy “papier”, którym w tym przypadku był ekran komputera i blog “Gdzie tylko chcę”.

W międzyczasie Marcin zlikwidował swoją stronę, skończyło się opisywanie przygód, o jakich wielu ludzi marzy, ale boi się podjąć wyzwanie lub ich życie sprawia, że nie mogą spełnić swoich snów o mieszkaniu w egzotycznych/dalekich/wymarzonych zakątkach kuli ziemskiej. Ostatnio zdałem sobie sprawę, że nie mam o czym czytać jeśli chodzi o tą tematykę. Żaden znany mi blog nie dorównuje “Rentierowi” w zagadnieniach, które były tam poruszane. W internecie jest masa blogów podróżniczych, niejednokrotnie ciekawych, ale nie natrafiłem nigdy na osobę, która dokonała/dokonuje “relokacji” takiej jak autor wspomniany przeze mnie na początku wpisu.

Relokacja

(źródło:http://www.flickr.com/photos/meyerweb)

Czy Marcin był jedyną osobą z “blogosfery” , która odważyła się na tak odważny krok? Czy naprawdę nie ma bliźniaczych (w sensie tematyki) stron wartych odwiedzenia? Jeśli chodzi o mnie to na razie pozostaje mi jedynie czytanie o “przeprowadzkach” innych ludzi. Coraz bardziej zakorzeniam się w Polsce i wątpię żebym kiedykolwiek miał sposobność zamieszkania na dłużej w innym zakątku świata. Mimo to chciałbym poczytać o historiach ludzi z marzeniami, którzy idą przez życie w trochę niekonwencjonalny sposób – tak jak robił/robi (?) to Marcin Samsel.

Jeśli znasz blog, który warto dodać do czytnika RSS to będę wdzięczny za podzielenie się nim w komentarzu.

 

42 komentarzy(e) dla “Gdzie ci odważni?”

  1. Daniel says:

    Takich osób jest wiele. Po prostu nie prowadzą swoich blogów. Ja sam (nieskromnie mówiąc..) mógłbym być przykładem, że jednak można.
    Mam 20 lat, własną firmę od 2,5 roku. Pracuję cały czas zdalnie. W ubiegłym roku co miesiąc byłem zagranicą. Oczywiście ze sobą netbook i delegowanie uprawnień 11 pracownikom w McDonald`s czy wifi w hostelach.
    Na ten rok mam zaplanowane mniej wypraw ale za to dłuższe. Marzec – Egipt ; Kwiecień/Maj – wschód Ukrainy ; lipiec – gruzja i azerbejdżan a wrzesień zapewne albania.
    W międzyczasie na weekendy też gdzieś pojadę.
    Znajduję nawet czas na dzienne studia i typowe studenckie życie. Moje zarobki rosną z miesiąca na miesiąc, zarabiam znacznie więcej niż średnia krajowa, właściwie aby utrzymac obecny stan rzeczy wystarczy jak popracuję 10-15h na tydzień (ale pracuję więcej bo po prostu chcę się rozwijać). Myślę o jakiejś drugiej działalności albo zupełnie w innym kierunku o samotnej wyprawie dookoła świata. Rzecz jasna z netbookiem żeby nadal zarządzać firmą.

    : )
    Jest z całą pewnością o wiele więcej osób które mają jeszcze ciekawsze doświadczenie i są “odważni”. Nie prowadzą jednak swoich blogów. Ja chyba zacznę niedługo coś spisywać ale dla siebie, choćby z tego powodu że jednak niewiele pamiętam z wyjazdów sprzed kilku miesięcy.

    Pozdrawiam 🙂

    • Łukasz says:

      Jak zaczniesz pisać rzuć jakimś linkiem. Z chęcią poczytam twoją historię – to co napisałeś brzmi niesamowicie.

  2. Piotr M. says:

    Jedyne dwa blogi, jakie przychodzą mi na myśl, które jednak nie są bliźniacze, to bodajże wspominany przez Ciebie tutaj Corbett Barr:
    http://www.corbettbarr.com/
    oraz
    Michał Maj:
    http://www.zyciejestpiekne.eu/
    Michał stworzył swoją listę marzeń:
    http://www.zyciejestpiekne.eu/index.php/lista-marzen/
    takich jak:
    – Wejść na wieżowiec w Prypeci (Czarnobyl)
    – Zobaczyć dużego misia na Alasce
    – Przejechać się żółtą taksówką w Nowym Jorku
    – Przejechać się Rikszą w Indiach
    – Przespacerować się po lesie w Norwegii
    – itd.
    Które sukcesywnie, skutecznie realizuje (wymieniłem część tych zrealizowanych).

    Obydwa blogi mam w czytniku RSS. Choć tak jak napisałem, nie są to bliźniacze blogi do rentiera (takich niestety nie znam), ale pokazują osoby, które skutecznie realizują swoje marzenia.

    Dobre pytanie w tytule: Gdzie Ci odważni? Ci, którym się udaje prowadzić takie życie?

    • Łukasz says:

      Na obydwa wymienione blog zaglądam. Problem jest taki, że Corbett Barr osiągnął już naprawdę wiele, w zupełnie innych warunkach i w inny sposób. Michała poczynania śledzę i mu kibicuję (na moim blogu Michał nawet jakiś czas temu opublikował swój wpis), ale tak jak napisałeś obydwa blogi (i ich autorzy) różnią się zdecydowanie od “Rentiera”. Od czasu jego przygotowań do swojej wyprawy chyba nic w internecie nie zainteresowało mnie w taki sposób…

  3. Misia says:

    Tez mysle ze takich osob jest wiele, tyle ze nie pisza blogów. Ja takze bylam fanką bloga Marcina, bo facet po prostu ma talent do pisania i swietnie sie go czytało.

    Ja od 5 lat pracuje zdalnie, wychowuję 2 dzieci, nie jeżdze po swiecie na długo ale za to bardzo często. W 2011roku odwiedziłam 11 krajów na 3 kontynentach, bardzo lubie podróżować.

    Mam kilka raczej dużych portali internetowych z których się utrzymuję, 10 pracowników, ktorzy także pracują zdalnie. Moze powinnam zaczac pisac bloga, zeby zachecic innych do spełniania swoich marzeń..

    • popo says:

      pisz, pisz, czekamy!

    • Łukasz says:

      Moze powinnam zaczac pisac bloga, zeby zachecic innych do spełniania swoich marzeń..

      Bloga pisz przede wszystkim dla siebie. Jak nie będzie Ci sprawiało radości pisanie to nikogo nie zachęcisz. Z chęcią przeczytam o twoich poczynaniach jeśli się zdecydujesz.

  4. TopNeo says:

    Witam

    Faktycznie Marcin pisał bardzo dobrze i potrafił nakręcić czytelnika… jak ktoś miał by dostęp do jego artykułów to proszę o kontakt…

    • Markus says:

      Ja mam nadal archiwalne posty Marcina w swoim RSS. Mogę Ci podesłać je (aczkolwiek nie wszystkie naraz bo jest tego całkiem dużo).

  5. Pracoholik says:

    Fajnie, że napisałeś 🙂 Przyznam, że ostatnio szukałem śladów Marcina w sieci… ale skutecznie się oderwał od swojej byłej kariery online. Pokasowane konta, wyczyszczone cache… Z pewnością realizuje własne cele, ale całkiem dobrze je maskuje ….

  6. Kamil says:

    Sam zaczynam rozwijac firme, moze pozwoli na taki tryb zycia 🙂 Kolega przeniosl sie na wyspy kanaryjskie, chyyyba prowadzi jakis blog ale nic o tym nie wiem.

    Cos wiadomo co z Marcinem?

  7. @Kamil

    Marcin pewnie ma się dobrze i prawdopodobnie rozwija swoje projekty ale już nie pisze pod swoim nazwiskiem, raczej skrzętnie to ukrywa, więc trudno go namierzyć, druga rzecz że są to najprawdopodobnie projekty anglojęzyczne, więc tym bardziej jest trudno.

    Choć jak dla mnie powinien spróbować pisać bloga za pieniądze (ale jak kiedyś wspominał słabo mu z przymusu idzie), pewna stała kasa, niezależność w czasie i miejscu, no ale to jakaś forma etatu jest. Teraz im bardziej kurz pokrywa wspomnienia po “Rentierze” to jest ostatni dzwonek, później będzie trudniej.

    W każdym razie nie sądze żeby był drugi taki “Rentier” 🙁 Marcin był jedyny w swoim rodzaju :).

    Pozdrawiam
    Tomek

    P.S. Jak ktoś ma e-czytnik i interesuje się minimalizmem oraz niestraszny mu język angielski, to zrobiłem ebook’a z bloga Leo Babauty mnmlist.com (szczegóły na mojej stronie)

  8. @Kamil

    Dziękuję za wspomnienie :).

    Na Teneryfie spędziłem 4,5 miesiąca i mam tam status rezydenta. Obecnie jestem w Polsce do 17 stycznia i wracam na wyspy na czas nieokreślony. Książka będąca reportażem podróżniczym z mojego pobytu jest już prawie gotowa. Może uda się ją skończyć przed sezonem letnim.

    Utrzymuję się głównie z własnej firmy. Klientów mam z Polski, Anglii i Hiszpanii. Prowadzę też własne projekty internetowe które od czasu do czasu zasilają budżet. Firma istnieje od 2 lat i nadal jest to przede wszystkim budowanie, a nie odcinanie kuponów. Prawdopodobnie w najbliższym czasie przeniosę firmę poza Polskę. Coraz wyższy VAT, ZUS i bardzo wysoka inflacja nie sprzyjają rozwojowi.

    Co do osoby Marcina to zawiodłem się. Zapowiadało się dobrze, a skończyło nijak, chociaż miał człowiek potencjał i pasję. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze o nim usłyszymy.

  9. Michał Maj says:

    Odważni są i jest ich bardzo dużo 🙂

    Każdy jest inny, Marcin ciekawie pisał i wprowadził po prostu modę na relokację. swojego czasu każdy o tym marzył w tym także ja, ale teraz zdałem sobie sprawę, że na dłuższą metę nie wysiedziałbym 😉

    • Łukasz says:

      Odważni są i jest ich bardzo dużo

      Wiem, wiem:) I wiem również, że nie wysiedzisz raczej dłużej w jednym miejscu. Twój “przypadek” jest inny. Ty raczej chcesz się przemieszczać gdzie tylko się da i jak często się da…:-) I trzeba dodać, że oprócz chcenia są tego efekty, o jakich większość osób jedynie może marzyć…

  10. moniq says:

    Myślę, ze jest wiele osób, które właśnie tak funkcjonują – praca zdalna, mieszkanie poza granicami Polski, jest to coś niezwykłego, ale jednocześnie coraz bardziej powszechnego:). Mieszkanie w innym kraju daje też ciekawą perspektywę, na polskie realia.

    • Łukasz says:

      To, że jest wiele to zapewne fakt, ale mało kto pokazuje takie życie za pomocą bloga. Jedną stronę wartą uwagi już znalazłem – twoją…:) Przeczytałem na razie 3 pierwsze wpisy i chyba się zaczytam w wolnej chwili. Piękne foty strzelasz. Pozdrawiam.

  11. Richmond says:

    Ja akurat nie widzialam nic nadzwyczajnego w relokacji glownego bohatera tego artykulu. Takich ludzi jest masa, tylko nie maja potrzeby uzewnetrzniac sie w internecie i robic z tego wielkiego halo.

    • Łukasz says:

      Dla Ciebie masa, dla innych coś niespotykanego. Ja osobiście nie spotkałem się nigdy wcześniej z takim podejściem do życia i blog Marcina otworzył mi oczy na wiele spraw. Po prostu utarte schematy często przesłaniają nam oczy i nie dopuszczamy do siebie pewnych możliwości. Dom, praca, dom, praca i tak w kółko…

    • Richmond says:

      Kwestia tego kim sie jest i w jakim srodowisku sie obraca. Ja podrozowalam od dziecka, dlatego tego typu relokacja nie robila na mnie wrazenia.

      Pytanie ile osob faktycznie cos postanowilo zmienic w swoim zyciu, po przeczytaniu niestniejacego juz bloga, a ile powzdychalo, ze tez by tak chcialo.

  12. motywator says:

    Marcin naprawdę fajnie pisał. Do tego blog miał fajną szatę graficzną. Do wpisu zawsze były dołączone ciekawe zdjęcia dobrze korespondujące z tekstem. Tekst był zawsze napisany bardzo skrupulatnie a nie ” na kolanie”.
    Ale taka jest już natura blogów że jedne powstają inne giną.
    Inna sprawą jest jakość komentarzy. Blogi głownie komentują
    a) hejterzy. Ci mają czas bo nie są zajęci normalną produktywną egzystencją i zawsze mają czas
    b) inni blogerzy. Ci ciekawie komentują po to aby przyciągnąć uwagę na Swojego bloga. Zauważyłem ,że osatnio bardzo aktywny na tym polu był trener Łukasz J.
    c) zwykli ludzie raczej nie mają czasu i chęci na komentowanie blogów.
    Inna sprawą jest to ,że większość blogów np z kregu rozwój osobisty/sukces powiela smieciową informację.
    Ile razy mozna czytać o planowaniu żywcem zerżnietym od Tracego. A ile razy można czytać bzdury o dochodzie pasywnym? Od tego chce już się żygać.

    Ale jest na to odtrutka http://brutalnamotywacja.pl/ Polecam

    p.s. Marcin przybliżał świat zachodnich blogerów. Te nowe pojęcia relokacja, cyfrowi nomadzi, rentier. To było coś nowego/nieznanego

  13. seba says:

    Z tego co pamiętam, to Ty Łukaszu możesz być jednym z tych odważnych… zarabiasz podobno w internecie spore sumy 😉 Jak to Twój Guru napisał: “… odnalezienia inspiracji i swojego idealnego stylu życia w sobie, a nie w innych.”. Zamiast szukać blogów i płakać za Marcinkiem weź się za pisanie porządnych wpisów – jak nie o podróżach, któych chyba nie lubisz to o zarabianiu w internecie bo chyba na tym się znasz 🙂 Pozdr.

  14. seba says:

    Coś mi nie wszedł komentarz… W skrócie: nie szukaj tych “odważnych” tylko zostań nim sam 🙂

  15. maxpayne says:

    Witaj Łukaszu. Od dawna podczytuję Twój blog i muszę przyznać, że chyba jedyną wadą jest to, że tak rzadko piszesz he he. Przepraszam, że zaraz napiszę trochę nie na temat, ale może to zainteresuje innych. W jednym z komentarzy powyżej ktoś (pewnie sam autor) reklamuje bloga Brutalna motywacja. Z ciekawości zajrzałem na tego bloga i przeczytałem wszystkie jego wpisy. Gość pisze bardzo konkretnie i ostro, czemu się nie dziwię, bo jakoś trzeba stworzyć rozpoznawalny blog, choćby i na mieszaniu innych z błotem (określenia do czytelników typu: “zamknij ryj” itp). Kiedy przeczytałem, że autor bloga za darmo chce się dzielić swoją wiedzą, nie wiem dlaczego, ale coś od razu mi powiedziało, że to ściema. Z ciekawości postanowiłem się zapisać na ten mini kurs, aby się przekonać, czy to kolejny cwaniak czy jakiś altruista. Wcale mnie nawet nie zaskoczyło, kiedy się okazało, że zapisując się musisz wyrazić zgodę na otrzymywanie ofert kupna biżuterii i innych rzeczy (już dokładnie nie pamiętam). Ja nie zaznaczyłem zgody na otrzymywanie tego typu ofert i “grzecznie” 🙂 czekałem na pierwszy email z wiedzą he he. Zgodnie z twierdzeniem autora dziś powinienem go otrzymać. I co? I nic. Nic nie otrzymałem. A dzień się skończył. Ba, napisałem nawet komentarz na tamtym blogu pytając dlaczego nic nie dostałem skoro się zapisałem. I wiesz co się stało ? Koleś wykasował mój komentarz. Przypuszczam, że jedynym powodem nie otrzymania “wiedzy” było nie wyrażenie zgody na otrzymywanie reklam jakichś rzeczy, na których tamten koleś najwidoczniej zarabia.
    Na koniec wyjaśnię, że wcale nie jestem sknerą żałującą pieniędzy na wartościowe rzeczy, choćby i na fajną biżuterię męską, ale wpienia mnie kiedy kolejny cwaniaczek robi innych w konia. Doprawdy żałosne jest, że autor bloga robiący z siebie wątpliwej jakości eksperta od doradzania facetom co to znaczy być prawdziwym facetem, sam zachowuje się jak gówniarz, który nie potrafi normalnie (jak facet) napisać prawdy: Hej, wcale nie rozdaje swojej wiedzy za darmo, bo tak naprawdę założyłem tego bloga, by przy okazji zarobić parę złotych. W takim przypadku szanowałbym gościa, a tak mogę powiedzieć tylko tyle : Żal.pl

  16. BrutalnaMotywacja says:

    To, że ktoś dostał ofertę zapisu na jakiś mailing sklepu z bizuterią, to nie jest to moją winą. Widocznie admin benefitera, ustawił coś takiego.
    Rozumiem, to, że wkurzyłeś się, ale wyzywanie od gówniarzy jest bez sensu. Gdyż:
    1) skąd mogłem wiedzieć, że będzie taki numer z mailami
    2) każdy szuka tego czego chce

    opcja co-reg jest wyłączona, więc leszcze nie dostaną maili

  17. Z podróżami to jest często tak, że są utożsamiane ze stylem życia bogatych ludzi, a tak na prawdę każdy może to robić. Pytanie tylko, czy się chce 🙂 Mi na przykład zdecydowanie wystarczy jeden czy dwa wyjazdy rocznie w góry albo nad morze, więcej jeździć mi się po prostu nie chce. Meksyk niby fajna sprawa, ale nie czuję żadnej specjalnej potrzeby, żeby się tam wybierać. I może dlatego lifestylowe blogi są takie popularne – pozwalają “podróżować” razem z ich autorem bez wychodzenia z domu 🙂

    A co do Marcina to na prawdę szkoda, że przestał pisać. Kurde, na pewno kiedyś to przeczyta, więc Marcin: weź się w garść i wracaj do blogowania, niekoniecznie jako rentier-blog!

    • Łukasz says:

      I może dlatego lifestylowe blogi są takie popularne – pozwalają „podróżować” razem z ich autorem bez wychodzenia z domu

      Coś w tym z całą pewnością jest…

  18. Tetrohydro says:

    Tutaj Marcin (rentier) tlumaczy teksty zagranicznych raperow http://www.raptranslations.pl/ jest tez mail do niego

  19. Co prawda te blogi nie są prowadzone w tym samym stylu co rentier ale tematyka o którą ci chyba chodziło:

    http://futrzak.wordpress.com/
    http://maczetaockhama.blogspot.com/

    Jak się kiedyś czyli hehe za 10 lat będę przenosił do Urugwaju to też dam link do swojego bloga 🙂

  20. Radek says:

    Takich ludzi nie brakuje 🙂
    Sam przeniosłem się za granicę. Właśnie minęło 6 lat.
    Oto jeden z mocniejszych blogów o relokacji
    http://skokwbokblog.com

    Pozdrawiam

    • Łukasz says:

      Dzięki za link – wygląda na bardzo ciekawy blog. W wolnej chwili z chęcią poczytam. Szkoda, że nie masz jakieś mapy wpisów/archiwum, tak żeby można było przeczytać wszystko chronologicznie.

  21. Radek says:

    Cześć Łukasz,

    To nie jest mój blog (moja strona jest w trakcie remontu). Link wkleiłem ponieważ jest to jeden z blogów, które obserwuję, jest wartościowy i o relokacji do Tajlandii, czyli kraju pod wieloma względami optymalnego, jako nowe miejsce do życia.
    Obecnie trwa konkurs na blog roku. Warto przejrzeć blogi zgłoszone w kategorii “Podróże i szeroki świat” http://www.blogroku.pl/kategorie/podroze-i-szeroki-swiat,66,kategoria.html

    Pozdrawiam

  22. Maciek says:

    Radek wymienił mojego bloga ( dzięki) a ja dorzucę od siebie:

    http://filipinos.pl/ – o przeprowadzce na Filipiny. Tam właśnie startuje seria materiałów o “tych odważnych”, którzy skoczyli w bok. Seria artykułów o polakach mieszkających z a granicą ukazuje się również na Bankier.pl

    Łukasz – na blogu jest archiwum (widget z nowymi komentarzami itd) – niestety nie do końca chronologiczne bo sypnęło się przy przenosinach bloga na własną domenę.

    Pozdrawiam z Bangkoku!

    • Łukasz says:

      Łukasz – na blogu jest archiwum (widget z nowymi komentarzami itd) – niestety nie do końca chronologiczne bo sypnęło się przy przenosinach bloga na własną domenę.

      Faktycznie – jakoś mi umknęło to okienko. Gratuluję odważnych decyzji i ciekawego życia.

  23. tatkonateneryfie says:

    Teneryfa- polecam. Główne zalety to klimat i przynależność do EU. Co oznacza szkolnictwo i opiekę zdrowotną na akceptowalnym poziomie. Dużo zniżek dla rezydentów(min bilety lotnicze na kontynent -50%), koszty życia podobnie do Polski a ludzie b.mili.
    Nie wiem jak dużo to wymaga odwagi. Jak się wybierasz to Ci się wydaje że jesteś prawie Kolumbem, jak już pobędziesz trochę to się zastanawiasz czemu dopiero teraz TO zrobiłem? Córka poszła do szkoły(1rok gimnazjum) 13października z zerową znajomością hiszpańskiego. Wszyscy nas straszyli że to się źle skończy- pomyślałem że w najgorszym wypadku wrócimy po pierwszym półroczu i odrobimy straty w polskiej szkole- ale jest luzik, może jeszcze w tym roku nie zostanie super hiper prymusem to dac sobie rade daje z pewnością. Ludzie są b.b.b. mili i sympatyczni dla nienawykłego do tego człowieka z Polski jest to aż dziwne. Nie namawiam do przenoszenia się na zawsze bo “nie wierz gębie póki nie położysz na zębie” ale wziąć miesiąc czy dwa bezpłatnego urlopu i spróbować czy to dla mnie warto.
    blog o tym co jest super na teneryfie a co podoba mi się jeszcze bardziej 😉
    http://teneryfanadluzej.blogspot.com.es/

  24. balkany says:

    Takich osób i blogów jest mnóstwo, tylko w dziejszych czzasach trudno je znaleźć w całym stosie blogów o gotowaniu, modzie i swoich podbojach na jedną noc…

    pozdrawiam!

  25. […] natknąłem się na wpis pt. Gdzie ci odważni? na blogu Łukasza. Autor przywołuje w nim przykład pewnego blogera, który niegdyś opisywał […]

  26. Marcin says:

    Pomimo wielkich chęci, zakorzeniłem się już na tyle w Polsce że porzuciłem marzenia o egzotycznych wyjazdach. Niestety zadomowiłem się na ciepłej posadce i ciężko zrzucić wygodne kapcie żeby boso przemierzać świat. Ale bardzo lubię chłonąć przygody innych, którym starczyło odwagi na taki krok. Dzięki temu wpisowi mam całkiem sporo takich historii to przejrzenia 🙂 Dzięki Ci za to Łukaszu

  27. Adrian says:

    Blogów o realizacji swoich marzeń jest mnóstwo, jednak większość prowadzona jest na Instagramie.

  28. Rafał says:

    Cenię takich ludzi bardzo!
    Doceniam ich odwagę oraz zawziętość,a przede wszystkim konsekwencję w dążeniu do celu.

Skomentuj

*