Czy jako Policjant mogę być niezależny?

PolicjaWiększość wpisów na tym blogu poświęcona jest tematyce zarabiania w internecie. Po prostu jest to zagadnienie, które nie jest mi obce i uważam, że mam na tym polu jakąś wiedzę.

Jak napisałem w taglinie Gdzietylkochce jest o „niezależności w pełnym tego słowa znaczeniu”. Na samym początku pisania bloga wspomniałem, że dążę do tej niezależności i staram się ją osiągnąć różnymi sposobami.

Jeden z komentarzy, które pojawiły się na początku mojej przygody z blogowaniem wyśmiewał w pewnym sensie moją osobę, moje cele, ambicje. Co ja mogę mówić o niezależności będąc uwiązany do słabo płatnej pracy etatowej…

Czy będąc cały czas Policjantem mogę być niezależny? Postaram się tutaj odpowiedzieć na to pytanie. Będzie trochę o mnie, moich ambicjach, celach. W tym wpisie poznasz mnie lepiej i zobaczysz co mną kieruje.

Wykształcenie drogą do sukcesu?

Był okres w moim życiu kiedy żałowałem, że nie skończyłem studiów. Młodzieńcze marzenia czasami boleśnie weryfikuje życie. Bałem się, że droga, którą wybrałem za jakiś czas okaże się błędem i życie pokaże mi, że wyłącznie tradycyjna ścieżka kariery pozwala do czegoś dojść.

Swojego czasu ja pracowałem, moi koledzy i przyjaciele z dawnych lat imprezowali, jednocześnie studiując i rozwijając się pod kątem przyszłych stanowisk pracy. Ja dreptałem w tamtym czasie przy krawężniku, zarabiałem „olbrzymie” pieniądze, które starczały mi w tamtym okresie na wszystko. Tak to jest jak się mieszka z rodzicami… Inaczej patrzymy na świat, inne pieniądze są nam potrzebne, inne cele nam przyświecają.

Czasami było mi przykro kiedy widziałem, że przyjaźnie i znajomości zaczynają się rozluźniać, zaczynam być obcy dla wszystkich, na których mi zależało. Po prostu wybrałem inną drogę. W wieku 20 lat rzuciłem studia – ukończyłem cały jeden semestr i wstąpiłem do Policji.

Oczywiście w planach miałem dokończyć edukację, ale wszystko zweryfikowało życie. Na początku jak każdy wszystko odkładałem, później z czasem doszedłem do wniosku, że wykształcenia nie potrzebuję. Uważałem, że nie dane mi będzie (nawet nie chcę) robić „kariery” w Policji.

Po kilku latach mojej pracy otworzyłem „na boku” sklep internetowy i zacząłem poznawać tajniki własnej działalności gospodarczej. Wielu moich kolegów Policjantów kończyło wtedy studia, inni zaczynali, inni byli już zbyt „starzy” żeby cokolwiek zmieniać w swoim życiu.

Czasami miałem wrażenie, że bez wykształcenia będę postrzegany jako ktoś gorszy. Trochę się tego bałem, ale od momentu kiedy rozpocząłem rozwijać swój biznes internetowy (w obecnej formie), czyli jakieś półtora roku temu, doszedłem do wniosku, że ten papierek, o który mógłbym walczyć nie dał by mi nic. Nie muszę być magistrem żeby być wartościowym i spełnionym człowiekiem. Utwierdziłem się w tym przekonaniu kiedy doszedłem do etapu uczenia się dla samego siebie.

Przez półtora roku nauczyłem się w życiu więcej niż nauczył bym się przez cały okres studiów. Nie jestem bardzo oczytany, nie potrafię przytaczać wielu mądrych cytatów, z języków obcych w średnim stopniu znam jedynie angielski. Nauczyłem się jednak, że samemu mogę lepiej wybrać co mi w życiu będzie potrzebne. Nie potrzebuję do tego pięknie nazwanego kierunku studiów. Uczę się tego co jest mi potrzebne, co sam uważam za warte zainteresowania.

Nie obchodzi mnie już, że będę Policjantem bez wykształcenia wyższego (uwierz mi, że mimo obiegowej opinii coraz więcej moich kolegów ma taki papierek) – nie potrzebuję go. I potrzebował nie będę.

Dlaczego wciąż jestem Policjantem?

Jeśli czytasz mojego bloga wiesz, że pewnie nie umarł bym z głodu odchodząc z pracy w Policji. Dlaczego trzymam się dalej tego zawodu i ciągle pracuję w systemie zmianowym? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Lubię ludzi, z którymi pracuję, czasami lubię swoją pracę, czasami jej nienawidzę. Może skrajne emocje są człowiekowi potrzebne? Może stąpam twardo po ziemi i mimo wszystko boję się ryzyka straty stałego źródła dochodów?

Kajdanki

Ciężko mi odpowiedzieć jednoznacznie na te pytania. Dużo młodych osób piszących blogi o tzw. „Lifstyle Designie”, które wygłaszają śmiałe poglądy o negatywnych cechach pracy etatowej zapewne nigdy nie pracowała w ten sposób. Często osoby takie dopiero wkraczają w dorosłe życie i po prostu wierzą w marzenia o „egzystencji według własnych zasad”. Życie nie jest proste i nigdy nie będzie tak jak niektórzy to przedstawiają. Stara prawda, że „apetyt rośnie w miarę jedzenia” również jest prawdziwa i wkraczając na pewne „poziomy” życia nie chcemy z nich schodzić.

Wybrać własną drogę…

Najłatwiej steruje się życiem innych, podpowiada się wybory, których sami nie bylibyśmy pewni. Mam tutaj przykład w mojej pracy. Wielu młodych Policjantów już po roku, dwóch myśli o emeryturze w wieku 15 lat. Z zazdrością patrzą na starszych kolegów, którzy właśnie wkraczają w „wiek emerytalny”. Jak przychodzi czas, że sami stoją przed takim wyborem pojawiają się refleksje i uwierz mi – niewielu młodych chłopaków korzysta z tego przywileju (żeby rozwiać wszelkie wątpliwości – odchodząc po 15 latach otrzymuje się 40% dotychczasowych zarobków.)

Od jakiegoś czasu największą satysfakcję czerpię z możliwości polegania wyłącznie na sobie. Wiem, że praca, którą daje mi „Państwo” nie jest moim wybawieniem. Będę musiał odejść to odejdę. Nie muszę się martwić o brak wcześniejszej emerytury (coraz głośniejszy temat w moim środowisku). Już dawno doszedłem do wniosku, że na emeryturę muszę zapracować sam. Pracuję normalnie, ale mam tą świadomość, że do niczego nie jestem zmuszony.

Nie wiem czemu, ale od czasu kiedy zacząłem prowadzić ten blog czuję się bardziej niezależny niż kiedykolwiek wcześniej. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale tak to odczuwam. Być może sprawiły to nowe doświadczenia, nowi ludzie, nowe możliwości zarobku, które testuję, czasami z małymi sukcesami. Staram się jeszcze bardziej rozwijać. Uczę się z każdym dniem. Tyle wiedzy i umiejętności, które wchłonąłem w ostatnim czasie mógłbym rozłożyć na wiele miesięcy studiowania.

Dla mnie niezależność musi być w pewnym stopniu powiązana z bezpieczeństwem finansowym. Kiedy myślę, że potrafię sam na siebie zarobić nawet najgłupsze polecenia moich przełożonych mogą spowodować uśmiech na mojej twarzy. I nie jest to uśmiech rezygnacji tylko uśmiech wolności… Ja nic nie muszę…:-)

Z tego krótkiego wpisu wynika jedno – jako Policjant czuję się jak najbardziej niezależny. Czy osiągnąłem już taką utopijną niezależność jaka jest mottem przewodnim tego bloga? Pewnie nie, ale osiągając najważniejsze cele tracimy możliwość dążenia do nich. Jak zapewne wiesz życie bez celów nie smakuje tak samo. Czasami samo dążenie do swoich marzeń jest największą przyjemnością. Cieszę się, że mam cele i marzenia… Tobie też ich życzę…

Tags: ,

33 comments

  1. Ciekawy i odważny wpis, doprawdy każdy swoją niezależność widzi inaczej, dla jednego jest to fundusz awaryjny, dla drugiego możliwość relokacji. Dla ciebie natomiast niezależnością jest to co opisałeś.

    Życzę Ci więc wczesnej emerytury i jeszcze większego spełnienia.

  2. Dobrze, że zaznaczyłeś, że ta „niezależność” do której dążysz to jest utopia i nigdy jej w pełni się po prostu nie da osiągnąć. Zawsze się coś znajdzie: a to zależność od internetu, a to od samochodu i luksusowego poziomu życia, a to od „klikaczy” w reklamy, a to od osób z listy mailingowej itp itd. Czy dwa źródła dochodu to już jest niezależność? To raczej dywersyfikacja dochodów. Czy praca na etacie powoduje, że jesteś „niewolnikiem” – oczywiście, że nie. Życie nie jest czarno-białe. Żyjmy tak jak nam osobiście odpowiada bez naśladowania innych bo akurat się w nich zapatrzyliśmy i bez większego namysłu stwierdziliśmy „też bym tak chciał”. Każdy lubi co innego i dla każdego szczęśliwe życie co innego oznacza. Pozdr.

  3. „Od czasu kiedy zacząłem prowadzić tego bloga czuję się bardziej niezależny niż kiedykolwiek wcześniej” – może dlatego, że poznałeś ludzi, o których wcześniej słyszałeś tylko legendy? 😉 (brak etatu, podobne poglądy, niezależne formy zarabiania)

    Mam 22 lata i dopiero wkraczam w świat zarabiania pieniędzy (studiowałem, ale również rzuciłem), ale jednego jestem pewien – nie zrezygnuję z wolności, jaką daje mi praca w domu. Mimo tego, że często pracuję więcej niż 8 godzin dziennie, to jestem szczęśliwy – nie marnuję czasu na dojazdy i pracuję nad projektami, które sam sobie wybieram (a i mogę piwa się napić!).

    Łukasz, jeśli studia nie sprawiają Ci przyjemności, to nie ma sensu ich robić. Papier? Od kiedy piszę na blogu o Androidzie, dostałem już kilka propozycji pracy jako programista. Wcześniej lokalna firma nie chciała mnie nawet wziąć na darmowe praktyki. Wniosek? Często lepiej „zainwestować” w sprzedaż własnej osoby, niż w kolejne kwalifikacje.

  4. Fajny wpis. Czasami właśnie tak jest, że pomimo tego iż blog jest np. o zarabianiu to czytelnik z chęcią zagłębi się też w inne tematy, pozwalające mu bliżej poznać autora tych ciekawych tekstów.

    Powodzenia w dążeniu do celu i żebyś osiągnął go co najwyżej w 99% 🙂

  5. Łukasz… rzeczywiście otwartość i szczerość Twoich zdań jest powalająca. A powiedz mi jak na Twoje odczucia niezależności wpływa kontakt z osobami, których nigdy wcześniej nie widziałeś. Czujesz się w ten sposób jakoś bardziej pokrzepiony? Jest tu jakaś zależność, relacja? pzdr, Kris

    1. Myślę, że nie ma tutaj zależności. Jeśli masz na myśli kontakty z czytelnikami bloga i innymi osobami, które blogują to ciężko mi się w ogóle wypowiedzieć. Za krótko prowadzę Gdzietylkochce, ale myślę, że dla niezależności nie ma to raczej znaczenia. Oczywiście miło mi, że są osoby, którym blog się podoba. Pokrzepiony może tak, ale na niezależność nie ma to raczej wpływu.

      Myślę, że mimo wszystko poczucie niezależności najbardziej odczuwam dzięki zarabianiu w internecie. Po prostu uczucie, że praca etatowa nie musi być moim zajęciem „do grobu” jest tym co mnie najbardziej cieszy. Mam po prostu możliwość wyboru. Działanie przy moim e-biznesie sprawia mi niesamowitą frajdę i nie przeszkadza mi, że czasami poświęcam na to bardzo dużo czasu. Tak jak napisał Paweł robienie czegoś dla siebie jest czymś zupełnie innym. Nie liczy się wtedy każdej godziny tak jak pracując na etacie.

  6. Fajnie jest mieć własny pogląd na życie. Ja podobnie jak Ty nie zamierzam rozstawać się z etatem, choć moje powody są nieco inne. Mamy prawo do rozumienia niezależności w taki czy inny sposób a inni muszą to zaakceptować.

  7. Trzeźwo myślący chłopak z ciebie. Zawsze jak czytałem tych wszystkich lajfkołczów to we mnie się gotowało. Prawie każdy na garnuszku mamusi „radzi” jak rzucić etat i pracować jako freelancer. Łatwo pisać epopeje i blogi, ale trudniej zrobić. Twój wpis jest pierwszym tego typu, który nie owija w bawełnę. I dobrze, bo może niektórzy zejdą na ziemię i wezmą się zwyczajnie do roboty.
    Robota na etacie ma swoje złe, ale i dobre strony. Mimo iż polecenia szefa czasem są głupie, to są jeszcze pomocni koledzy – jednym słowem „przyjaciele”.
    Niestety wśród ludzi jest tak, że lubią żyć marzeniami. W tym przypadku jest to marzenie „bycia niezależnym od nikogo”, co z założenia jest już niemożliwe. Tak lajfkołcz pisze swoje wydumane teoryjki, a czytelnik „widzi” w tym siebie. Tak jak w filmie „Miś” młody Junak widział trasę łazienkowską. Potem przychodzi szare życie i wszystko wraca do starego. Ktoś przecież musi prowadzić autobus, ktoś musi podłożyć węgla do kotła w elektrowni. To wszystko ma na celu służenie innym. Warto też z tego punktu widzenia czasem spojrzeć na swoją pracę – jakakolwiek by nie była.
    Strach pomyśleć co by było, gdyby nie było Policji 🙂

  8. Życzę powodzenia, wartościowy z Ciebie człowiek. Bardzo podobają mi się te słowa: „od czasu kiedy zacząłem prowadzić ten blog czuję się bardziej niezależny niż kiedykolwiek wcześniej”.

  9. Dziękuję wszystkim za wartościowe komentarze. Bałem się trochę, że wpis zostanie źle odebrany – jako paplanina o sobie i swoich przemyśleniach, które nikogo nie obchodzą. Zauważyłem, że największa część czytelników jest chyba mimo wszystko zainteresowana tematami ściśle związanymi z zarabianiem w internecie. Chciałem zrobić taki mały przerywniki, czas na refleksje. Po komentarzach widzę, że nic nie stoi na przeszkodzie żeby od czasu do czasu poruszyć inne kwestie. Pozdrawiam.

  10. Łukasz tym wpisem kolejny raz mnie utwierdzasz, że jesteś naprawdę wartościowym człowiekiem. Twój blog jest jednym z najlepszych blogów jakie czytam. Aż jestem ciekawa co znajdę tu za rok.:) I wiesz co, jest to jedyny blog na którym w całości czytam komentarze. Widać po tym potwierdzenie prawa, że warościowi „pisarze” przyciągają wartościowych czytelników.

    Pozdrawiam

    1. Dzięki:) Szczerze mówiąc to najbardziej zaskoczony jestem właśnie komentarzami. Z tego co pamiętam do tej pory usunąłem jeden komentarz (oprócz automatycznego spamu), który był typowo reklamowy. Reszta to naprawdę wartościowe wypowiedzi, które często przeradzają się w naprawdę ciekawe dyskusje.

      Mam nadzieję, że za rok dalej będziesz tu zaglądać (nie tylko ty:)). Nigdy nie byłem dobrym „pisarzem” jak mnie nazwałaś. Wcześniej nie pisałem dla szerszego grona odbiorców i tym bardziej mi miło kiedy czytam takie słowa…

      Pozdrawiam.

  11. Z wykształceniem to jest tak, że dzieciom wbija się do głowy, że studia to logiczne następstwo ukończenia edukacji ogólnej. Rodzice i wiele osób młodych traktuje je jako coś oczywistego, koniecznego, wręcz – normalnego. Pytanie nie brzmi: czy chcesz studiować? Brzmi: co chcesz studiować? Pomijam kwestię narzucania dzieciom własnych wyobrażeń o najlepszych kierunkach, kontynuowaniu rodzinnej tradycji itp., bo to inny temat.

    Twój wpis jest kolejnym głosem, których ostatnio da się słyszeć w sieci coraz więcej, przekonującym, że nie każdy musi studiować, bo nie każdemu studia są potrzebne. Więcej, dla niektórych są wręcz wyrzeczeniem, rezygnacją z czegoś innego, ważniejszego, co odpowiada im najbardziej.

    Wpis mocny, bo osobisty. Przyznajesz się do wątpliwości, jakie miałeś będąc młodym chłopakiem, a zarazem konsekwentnie argumentujesz dlaczego z wyborem czujesz się obecnie dobrze.

    To musi być super uczucie pracować dlatego, że chce się pracować. Posiadanie świadomości, że nie trzeba tego robić i że w każdej chwili można zrezygnować 🙂 Tylko pozazdrościć!

    Co do pracy na etacie – jak napisałeś, tendencje na blogach są takie, że wszyscy chcą być jak zagraniczni guru opisujący swoje sukcesy biznesowe w książkach, z których tak naprawdę żyją… Etat ma swoje wady. Tak samo, jak bycie niezależnym „biznesmenem”. Obie drogi mają też swoje zalety.

    Ja na studia poszedłem dlatego, że chciałem. Dlatego że widzę w nich szansę – nie tylko na zdobycie zawodu marzeń (którego nota bene bez nich nie mógłbym wykonywać, nawet gdybym posiadł samą wiedzę), ale też rozwoju osobistego, poznania nietuzinkowych ludzi z pasją i zmierzenia się z wieloma słabościami i wyzwaniami. Obecnie jestem bliżej końca niż początku mojej studenckiej drogi i wiem, że był to dobry dla mnie wybór. Z kolei mój przyjaciel studiuje, bo temat go ciekawi, ale pracy będzie szukał gdzie indziej. Zrobi licencjat i nie będzie uczył się na magistra. Bo jest mu to do nieczego nie potrzebne, a co chciał, to już wyniósł 🙂

    Mój pierwszy wpis u Ciebie na blogu, ale na pewno będę tu zaglądał.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Krzysztof

  12. Skoro możesz odejść z pracy a tego nie robisz, to jak najbardziej jesteś niezależny – po prostu wybierasz zostać.

    Odnośnie podejścia do pracy na etacie i lifestyle design’u – sam się zastanawiam na ile jestem negatywnie nastawiony przez różne tajemne treści, a na ile wynika to z mojego doświadczenia. Przepracowałem trochę na etacie (obecnie tylko freelancing), ale łącznie ujmując były to raptem 4 różne firmy. Więc z jednej strony doświadczenie jakieś mam, a z drugiej – jest jeszcze 1000 innych miejsc gdzie mógłbym się zatrudnić i tam jest pewnie inaczej.

    Podsumowując – etat etatowi nierówny i spory na ten temat na różnych blogach zwykle wynikają z tego, że ludzie porównują zupełnie inne rzeczy.

    P.S. Do szewskiej pasji mnie doprowadzała praca na etacie pod kątem podejścia do czasu i do produktywności. Nie dało się po prostu pracować efektywnie.

  13. Krzysztof – odnośnie tych guru to faktycznie młodzi ludzie zbyt szybko przechwytują narzucone wzorce. To, że niektórym udaje się żyć według bardziej „zwariowanych” zasad (nie neguję wszystkich Timów Ferrisów itp – część z tych osób na pewno jest w stanie żyć „inaczej”) nie oznacza,że 100tys osób, które przeczyta ich książki będzie w stanie żyć tak samo. I przede wszystkim, że będzie chciało tak żyć. Modele egzystencji opisywane w książkach, na blogach itp. często wydają nam się idealne, ale wszystko weryfikuje życie. To co ładnie wygląda na papierze w rzeczywistości może się okazać po prostu nie dla nas.

    Michał – odnośnie produktywności to masz jak najbardziej rację. Etat nigdy nie pozwoli być produktywnym już z samego założenia widełek czasowych. Co ma jednak wady ma również zalety…

    Bardzo fajnie zalety etatu wypunktowała Karolina na swoim blogu: http://bogatymbyc.blogspot.com/2011/03/dlaczego-etat-jest-fajny.html
    Takie inne, mniej popularne w pewnych kręgach, spojrzenie na pracę etatową.

  14. Witaj. Masz rację… wielu „Lifestyle designer’ów” nigdy nie pracowało na etacie, i uważam że wielu zupełnie nie ma pojęcia o czym mówi. Ja pracowałem (zresztą nadal to robię pomimo tego, iż pomału rozkręcam interes na boku), i mogę powiedzieć, że etat to nie tylko 8 h, tępawy (lub nie) szef i słabiutka pensja (nie zawsze). Etat to też są jakieś możliwości rozwoju (uwierz mi i sam sobie zasponsoruj kursy za kilkanaście tysięcy pln.). Praca etatowa to również ludzie, z którymi spędza się wiele czasu, i którzy stają się często najlepszymi przyjaciółmi, doradcami, wsparciem, a nawet swojego rodzaju nauczycielami. Nie można patrzeć na etat jak na zło, bo nie jest nim – a przynajmniej nie do końca. Jak większość rzeczy w życiu, ma swoje plusy i minusy. To tyle. Pozdrawiam:)

    1. Zgadzam się całkowicie. Odnośnie rozwoju to nawet w takiej „państwówce” jak moja można się czasem dokształcić. Są nawet organizowane kursy językowe przed Euro 2012. Naturalnie wszystko za free. To jest właśnie jeden z uroków etatu.

  15. Jerzy, Danbec, nie musiałem pracować na etacie, wystarczy, że chodziłem do szkoły. Codziennie 6-8 godzin trzeba odsiedzieć, czy to produktywnie, czy nie. Co innego, jeśli przez cały wyznaczony czas faktycznie się produktywnie pracuje. Ale do tego dochodzi jeszcze obowiązek codziennego stawiania się w miejscu pracy.

    Przemęczyłem szkołę, teraz pracuję wydajnie w domu i jest mi z tym bardzo dobrze 🙂

  16. Paweł… czy jak byś się trochę „poobijał” w swojej domowej pracy, znacząco obniżył wydajność itp a kasa z tego nadal byłaby ta sama to byś został przy obijaniu czy wrócił do pracy wydajnej?

  17. seb2k6, nie opłaca mi się obijać, ponieważ prawa ekonomii są nieubłagalne – wytwarzasz wartość = zarabiasz. Pasywny dochód ma to do siebie, że jest znacząco odłożony w czasie. Co z tego, że w tym miesiącu zarobiłem 4k$ z pracy wykonanej miesiąc temu, skoro w następnym prawdopodobnie zarobię znacznie mniej? Nie ma dla mnie większego znaczenia czy kasę dostanę dzisiaj, za tydzień czy za miesiąc – tak czy siak ją dostanę. Natomiast czy ją wytworzę – oto jest pytanie 😉

  18. Ja wiem jakie są prawa ekonomii. Pytam teoretycznie i retorycznie. Krytykujesz etat za słabą produktywność ale to nie etat jest złem samym w sobie. To „kierownictwo” zarządza pracownikami w taki czy inny sposób i jeśli płaci im za obijanie się to niestety ale pracownik będzie się obijał.

  19. Dla mnie etat ma 3 zasadnicze wady:

    1. Słabe wykorzystanie czasu (mała produktywność) – racja, w dużej mierze zależy to od organizacji firmy.

    2. Pracowanie „na tych z góry” – żeby ktoś mógł odpoczywać, pracować musi ktoś. Właściciel firmy zatrudnia pracownika nie z dobroci serca, ale żeby na jego pracy zarobić. W efekcie płaci mu mniej niż warta jest wytworzona przez pracownika wartość. Wolę tę część kasy zabrać do własnej kieszeni.

    3. Codzienny obowiązek pracy
    O ile punkty powyżej byłbym w stanie znieść, to tego zdecydowanie nie. Nie znosiłem być więźniem szkoły i tak samo nie cierpiałbym codziennego chodzenia do biura. (o, czwartym punktem może być marnowanie czasu na dojazdy)

    Ja nie mówię, że wszyscy mamy pracować we własnym biznesie w domu. To jest droga, która MI odpowiada. Każdy idzie swoją ścieżką.

    O, jeszcze może punkt piąty – stała stawka. Nie wiem czy wszędzie tak jest, ale większość moich znajomych ma z góry określoną wypłatę. Po co się wtedy starać, żeby więcej zarobić? Cóż, ja wolę się postarać i jednak zarobić tyle, ile mogę 🙂

  20. No tak ale to wszystko co wymieniłeś to są ustalenia szefostwa a nie jakieś odgórne wymogi prawne nakazujące firmom zatrudniającym ludzi na etat, że ma być tak a nie inaczej. Codzienny obowiązek pracy? Bez tego niektórzy by pewnie z łóżka cały dzień nie wychodzili 🙂 Ogólnie temat rzeka więc nie będę się już rozpisywał i schodził z głównego tematu 🙂 pozdr

  21. Sorry bardzo, ale ja i wielka grupa freelancerów/biznesmanów na całym świecie codziennie wstajemy i pracujemy bez niczyjego nadzoru.

    Punktu drugiego nie zaliczyłbym do „odgórnych wymogów prawnych”. Firmom nie opłacałoby się istnieć, gdyby zatrudniały pracowników charytatywnie.

    Pozdrawiam 🙂

  22. Nie twierdzę, że etatowcy nie pracują na tych „z góry”, bo tak oczywiście jest. Raczej nawiązywałem do tego, że etat nie jest czymś koszmarnie złym. Jasne, sam wolę pracować na siebie i do tego zmierzam małymi kroczkami 🙂 Opcja bycia własnym szefem jest kusząca. Jednak w przyszłości prowadząc DG, nie będę źle wspominał czasu przepracowanego w firmie, (to też kwestia ludzi z którymi pracuję i atmosfery jaką tworzymy).

  23. Hmm, a ja skonczylem studia i pracuje na etacie. Dzieki wyksztalceniu mam dobrze platna prace. Prace, ktorej specjalnie nie lubie. Pracuje jednak b.efektywnie-okolo 25 zamiast wmaganych teoretycznie 40 godzin w tygodniu;szef nic nie wie;-) Rozwijam tez dochod pasywny-w planach mam redukcje etatu proporcjonalnie do uzyskiwanego dodatkowego przychodu. Cel-minimum etatu i nielubianej pracy no i maximum pasji z zycia.
    To taki moj pragmatyczno-bezpieczny lajfdezajn dla osob grubo po trzydiestce 🙂

  24. Paweł – Sam mam doświadczenie zarówno w pracy etatowej, jak pracy „na swoim”. Wszystko ma plusy i minusy. Jesteś w idealnej pozycji do wygłaszania śmiałych poglądów bo jesteś zapewne niesamowicie bystry i miałeś sporo szczęścia trafiając w coś co zaczęło Ci przynosić zyski. Uwierz mi, że większości osób, które będą starały się podążyć Twoją ścieżką (freelancera) nie będzie dane odnieść tak spektakularnego sukcesu.

    Robisz na swoim, jesteś szczęśliwy ok. Nie neguj jednak etatu, którego nigdy nie doświadczyłeś. Są osoby, które chcą pracować na etacie i są takie, które po prostu muszą.

    Jak zacząłem prowadzić sklep internetowy moim marzeniem było doprowadzenie go do takiego stanu, żebym w mojej pracy etatowej tylko „dorabiał”. Były miesiące bardzo dobre, ale były również strasznie słabe. W efekcie doceniłem mój etat, który wcześniej wydawał mi się w pewnym sensie kagańcem na mojej szyi. Pensję mam co miesiąc, jestem ubezpieczony (ostatnio musiałem niestety docenić naszą polska służbę zdrowia), nawet przy słabszej kondycji Państwa nie muszę się obawiać czy będę miał na chleb. Sklep sprzedałem, bo wysiłek jaki w niego wkładałem nie był mimo wszystko proporcjonalny do zarobków. W między czasie zacząłem się uczyć tworzenia stron i obecnie tym się zajmuję. Mam nadzieję, że to jest właśnie moja wymarzona droga. Na razie wszystko na to wskazuje.

    Znając obie strony medalu (chociaż mój etat zapewne różni się od etatu w „normalnej” firmie) na dzień dzisiejszy wybrał bym z oczywistych względów drogę, którą Ty podążasz. Rozumiem jednak ludzi, dla których etat nie jest wcale gorszym rozwiązaniem. Powiem inaczej – freelancing (co to w ogóle oznacza:-) – czy ja jestem freelancerem?) jest w moim odczuciu po prostu dla ludzi którym się udało. Jesteś zapewne jedną z niewielu osób, które w wieku 22 lat mogą stawiać tezy jakie Ty wygłaszasz. Nie wiem czy się już sam utrzymujesz, czy planujesz rodzinę, czy miałeś już momenty kiedy coś nie szło. Wiem natomiast, że masz cholerne szczęście, że kochasz to co robisz.

    Trochę chaotycznie to napisałem. Jestem zmęczony i jakoś nie idzie mi pisanie w tej chwili. Podsumowując napiszę tylko: niech każdy szuka swojego szczęścia.

  25. Wpis odważny poruszający wiele prywatnych kwestii. Jednak z radością czytam takiego rodzaju przemówienia, jestem z tą historią w pewien sposób powiązany. Możliwe, że dzięki temu jestem w stanie zrozumieć Twoje poglądy dotyczące ‚wartościowych papierków’ w ten sam sposób. Może dodam teraz od siebie trzy grosze ; )
    1 Grosz ) Moim zdaniem studia nie dla wszystkich są dobrym wyborem. Popatrz, kiedy stawiałeś swoje pierwsze kroki dotyczące pracy przy krawężników. Wielu z Twoich przyjaciół niszczyło się wszelkiego rodzaju używkami. W dzisiejszych czasach jest to dosyć popularna rozrywka dla studentów. Którzy pierwszy raz w życiu ‚żyją na swoim’ – Ważny krok, cenna lekcja.
    2 Grosz ) Praca na etat uczy. Warto poświęcić jakiś okres czasu swojego życia, na to by przeżyć tą cenną lekcje. Dzięki temu, tak naprawdę otworzy nam się to okno na świat. Materialny świat. Dla wielu to właśnie jest ten bodziec, dzięki któremu zaczynają myśleć w całkowicie innych kategoriach. Widzisz, dzięki temu doszedłeś do momentu otwarcia sklepu internetowego (na boku 😉
    3 Grosz ) Moim zdaniem to był właśnie ten przełomowy moment, dzięki któremu zawdzięczasz stworzenie kolejnych projektów w internecie. Dodając do tego pracę na etat ( zabezpieczenie finansowe ) i chęć realizacji swoich upragnionych marzeń (motywacja) jesteś w stanie zrobić wszystko. Moim zdaniem jest to tylko – KWESTIA CZASU. Życzę Ci tego z całego serca. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  26. Witaj Łukaszu.
    Zabiorę miejsce, bo chciałem Ci pogratulować podejścia, determinacji i osiągniętych celów. Czytając Twojego bloga, śledząc Twoje poczynania mam wrażenie, że zarabiasz o wiele lepszą kasę z adsens chociażby, niż Krzysztof Lis.., który wydaje się być przereklamowany. Wdrażasz w życie tysiące pomysłów (chyba nie przesadzam ?), inwestując zarobione pieniądze czego efektem będzie realna niezależność finansowa:)

    Pozdrawiam i powodzenia.

    A dla tych co szukają informacji o zarabianiu w sieci polecam skupić się na tym blogu 🙂 a z czasem zrozumiecie dlaczego.

  27. Napisałeś coś co podbudowało moją wiarę ze chce spełnić marzenie i zostać policjantem , każdy do czegoś chce dojść ..trzeba tylko w to wierzyć i mieć zapał ….. z góry THX

  28. Wielu moich znajomych po ukończonych studiach prawniczych decyduje się na podjęcie służby w Policji. W związku z tym mnie raczej ten zawód kojarzy się z ludźmi dobrze wykształconymi.Daje stabilizację. Może zarobki nie są oszałamiające, ale jest to stała praca, z której nie wyrzucą Cię z dnia na dzień na bruk, jak to ma miejsce w przypadku pracy „u prywaciarza”. Jak dla mnie to dobry wybór. Masz stały przypływ gotówki, w pozostałym czasie możesz realizować swoje pasje bez stresu,że z dnia na dzień to się skończy.

Pozostaw odpowiedź Paweł Białecki Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*